czwartek, 11 czerwca 2015

Rozdział 50

Godzinę później

Skończyłem przed chwilę grać z siostrą mojej dziewczyny. Wymęczyła mnie ta mała. Nie wiedziałem, że umie tak dobrze grać. Zszedłem na dół aby napić się soku. Przed telewizorem siedziała mama Pauliny.
- Przepraszam bardzo, gdzie jest Paula? - spytałem się
- Poszła na górę. 
- Dziękuję. - wypiłem sok i skierowałem swoje kroki ku naszej sypialni. 
Gdy byłem już na górze zauważyłem, że Paulinka siedzi przy biurku i coś rysuje. 
- Co to jest mordko?
- Chciałabym mieć taki tatuaż. - pokazała mi dwie myszki
- Serio?
- Coś Ci się w nim nie podoba? Są to przecież kultowi bohaterowie bajki, Myszka Minnie i Myszka Miki. Zakochana para. 
- To może zrobimy sobie coś takiego?
- Zrobimy?
- Ty będziesz mieć na lewym nadgarstku Myszkę Minnie, a ja na prawym Myszkę Miki. Osobno te stworki będą fajnie wyglądać. Razem jeszcze lepiej. 
- Tylko teraz trzeba znaleźć salon, w którym będziemy mogli zrobić taki tatuaż.
- To już zostaw mnie. Ja się tym zajmę. Mam kolegę, profesjonalnego tatuażystę. Skontaktuję się z nim.
- Dobrze. A jak tam było z Olą?
- Męcząco ale fajnie. Nie mogę narzekać. 
- To super. Cieszę się, że złapaliście fajny kontakt. 

15 minut później

W odmętach wszystkich kontaktów w moim telefonie odkopałem numer do Radka, mojego kumpla, który jest tatuażystą. 
- Proszę. - odezwał się głos w telefonie
- Hej stary! Tu Janek.
- Cholera, jak dawno się nie odzywałeś. Czyżbyś chciał się wydziarać?
- Moja dziewczyna i ja chcemy sobie zrobić takie małe tatuaże. Kiedy znajdziesz dla nas czas?
- Nawet jutro. Koło 12 może być?
- Spoko. Pracujesz tam gdzie wcześniej?
- Nie, ale zaraz wyślę Ci adres sms'em.
- Dobra, to już nie przeszkadzam. Do zobaczenia jutro. 
- Pa. 
Ucieszyłem się, iż nadal pracuje w branży. Wiem, że jemu mogę zaufać, nie zrobi nam żadnego dziadostwa. Poinformowałem Paulinę o ustaleniach i zabrałem się za obróbkę kolejnego odcinka. Jest on o muzyce, którą lubię słuchać. Widzowie o to prosili. Tak więc spełniam ich prośby. A ile śmiechu było podczas nagrywania, ile dzikich tańców i podśpiewywania. Będą mieć ludzie ubaw ze mnie podczas oglądania. Proszą mnie też o daily vloga. Ale nie mam teraz co nagrywać. Może dopiero jak Florek przyjedzie to będzie co im pokazać. Bo tak to same nudy. Po dwóch godzinach ciężkiej pracy odcinek był gotowy. Na szczęście nie musiałem za dużo wycinać. Ustawiłem aby odcinek wrzucił się na YT a ja wróciłem do Pauli. Malowała ona właśnie paznokcie u rąk.
- Może Ci pomogę? - spytałem się
- W jaki sposób? Przecież nie umiesz malować paznokci. 
- Ale zawsze mogę zaśpiewać, zatańczyć, wiersz wyrecytować, szpagat zrobić...
- To może zaśpiewaj. Tylko nie za głośno, mama nie musi słyszeć. 
- Postaram się. Tylko co?
- Coś co lubisz śpiewać. 
- Będzie to piosenka, którą już Ci śpiewałem. - wybrałem piosenkę "Taką wodą być"
- Dobrze. 
- To śpiewam. 
Po chwili z moich ust wydostały się dźwięki. Podobało mi się to jak śpiewam tą piosenkę, przelewam w niej całe swoje uczucia. Gdy skończyłem Paula dała mi buziaka i przytuliła się. 
- Boję się trochę jutrzejszego dnia. - zaczęła mówić
- Dlaczego?
- Bo to robienie tatuażu pewnie będzie boleć.
- Tak mordko, ale dasz radę. Będę przy Tobie. 
- Dziękuję. 
- To ja Ci dziękuję. Nawet nie chcę myśleć co by było gdybyś mi nie wybaczyła. Mijalibyśmy się, nie mógłbym Cię przytulić, pocałować, być z Tobą. 
- Nie musisz o tym myśleć bo Ci wybaczyłam. 
- I jestem Ci bardzo za to wdzięczny. 
- A Ty nie boisz się robienia tatuażu?
- Ja bym się bał? 
- Właśnie się pytam.
- Ja się niczego nie boję...no dobra, troszkę się boję. Ale tylko troszkę.
- Mój odważny książe na żółwiu. 
- Że co?
- Wolno jechałeś do mnie. Wiec doszłam do wniosku, że białego rumaka zmieniłeś na coś mniejszego i wolniejszego. 
- Hahaha, zabawne. Ale możliwe. 
- Widzisz, ja zawsze coś fajnego wymyślę. 
- Tak, zgadza się. A teraz pozwolisz, że pójdę już spać bo jestem zmęczony. 
- Dobra, ja też chyba pójdę spać. Bo jutro czeka nas ciężki dzień.
- To ja idę się przebrać i umyć zęby do łazienki. A Ty tu się spokojnie przebierz. Nie będę podglądał. 
- Mam taką nadzieję. - wyszedłem z pokoju 
Gdy znalazłem się w łazience zacząłem myśleć jakim szczęściarzem jestem. Mam dom, kochającą rodzinę, dziewczynę. A mogłem ją stracić przez swoją głupotę. Jak tylko o tym pomyślę robi mi się bardzo smutno. Nie wyobrażam sobie życia bez Pauli choć znam ją krótko. Jestem pewien, że to ta jedyna. Moja przyszła żona, matka moich dzieci, przyjaciółka i kochanka w jednym. Kobieta idealna. A ja co? Zwykły chłopak, który rani ją co jakiś czas. Ona nie zasługuje na to. 
- Kochanie, utonąłeś tam czy Cię muszla wciągnęła? - moje rozmyślania przerwała Paula
- Żyję jeszcze. - zacząłem się śmiać
- To dobrze, bo już myślałam, że będę musiała Cię ratować. 
- Szykuj się tam, za chwilę wracam. 
- Mam się bać?
- Nie mordko, nic Ci nie zrobię. Chcę się tylko przytulić.
- To otwórz drzwi, muszę zęby umyć. 
- Już się robi. - po chwili wpuściłem dziewczynę do środka
Umyliśmy szybko zęby i udaliśmy się do sypialni. Włączyłem jakiś film, który wybraliśmy razem z Pauliną, położyliśmy się wtuleni w siebie i zajęliśmy się oglądaniem. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.

Perspektywa Pauliny

Jak ja się stęskniłam za zasypianiem w ramionach mojego chłopaka. Jedną noc spędziliśmy osobno a ja mam wrażenie jakby to był miesiąc rozłąki. Zajęliśmy się oglądaniem filmu. Po kilkunastu minutach usłyszałam cisze pochrapywanie. To był Jaś. Tak słodko spał. Wyłączyłam więc film i również poszłam spać. Po chwili zasnęłam. 

Następnego dnia
Koło 10

Otworzyłam leniwie oczy i spojrzałam na telefon. Dochodziła dziesiąta. Obróciłam się na drugi bok, koło mnie nadal spał Jaś. Postanowiłam go obudzić.
- Misiek, budzimy się. - zaczęłam go szturchać - Już 10 rano. 
- Tak długo spaliśmy? - powiedział tym swoim seksownym porannym głosem
- Ja widać. A teraz musimy się zbierać bo nie zdążymy do studia aby zrobić tatuaże. 
- Dobrze, już wstaję. 
- To ja zajmuję łazienkę na górze. 
- Ok, zbiorę się na dole.
- To rusz ten tyłek. - próbowałam go zepchnąć z łóżka
- Nie tak łatwo, jest strasznie ciężki.
- Proponowałam Ci ćwiczenia to się nie chciało. Teraz masz za swoje leniu. - wstałam z łóżka, wybrałam rzeczy na wyjście i poszłam do łazienki. Umyłam się oraz zęby. Zrobiłam lekki makijaż, upięłam włosy i opuściłam pomieszczenie. W kuchni czekał już na mnie Jaś z kanapkami. Zjedliśmy szybko, narzuciliśmy bluzy, ubraliśmy buty i wyszliśmy z domu. Cała droga zajęła nam koło 30 minut. Byliśmy w centrum miasta. Janek zaprowadził mnie do jednej z kamienic z której znajdowało się studio. Czekał już tam na nas jego kolega.
- Cześć. Tak jak się umawialiśmy jesteśmy.
- To super. Miło mi Cię poznać. - uśmiechnął się do mnie
- Mnie również.
- Macie szkice?
- Tak, proszę. - wyjęłam z kieszeni mój rysunek
- Super. Zaraz przygotuję wszystko a Wy sobie usiądźcie. - chłopak wskazał na krzesła - To kto pierwszy?
- Ja chcę być pierwsza. - wstałam
- To zapraszam. - wskazał mi miejsce na fotelu
Oczyścił moją skórę, odcisnął wzór i zabrał się za tatuowanie. Trochę mnie to bolało ale dało radę to znieść. Po pół godziny na mojej ręce znajdowała się przepiękna myszka. Następnie na fotelu usiadł Jaś. Miałam ubaw z jego min. Krzywił się jak małe dziecko przy zastrzyku. Ja taka niedobra postanowiłam go jeszcze trochę podenerwować. 
- Jasiek, może potrzymać Cię za rękę? - spytałam
- Nie, dziękuję. Radzę sobie. - powiedział z bardzo zabawną miną. Ja już widzę jak on sobie radzi
- Czy Ty się boisz igieł?
- Tak trochę. 
- I czemu mi nic nie mówiłeś?
- A czy to by coś zmieniło?
- Postarałabym Ci się jakoś pomóc. Ale widzę, że męska duma ważniejsza. 
- Kotek, nie obrażaj się. Radek już kończy. 
Po chwili jego tatuaż również był skończony. Poinstruowani jak mamy o nie dbać zapłaciliśmy i wybraliśmy się w podróż powrotną do domu. 

Pół godziny później

O jednym nie pomyślałam. Nie uprzedziłam mamy, że robię sobie tatuaż. Pewnie dostanę niezły ochrzan za to. Niepewnie weszłam do domu i gdy zobaczyłam mamę przeraziłam się. Podeszła do mnie i zaczęła wypytywać co mam na ręce. Odważyłam się jej powiedzieć, że pod opatrunkiem kryje się tatuaż. 



Na samym początku, zanim dotrę do tego co działo się w rozdziale chcę Wam bardzo podziękować za to, że jesteście mordki moje. To dzięki Wam dobiliśmy tak pięknej liczby rozdziałów. Ja nadal nie mogę w to uwierzyć. Moje nudne pisanie zdobyło tyle czytelników. Na grupie jest 20 osób. Moje mordeczki kochane <3 Aż mi słów brak. Tyle komentarzy, wyświetleń, Waszego angażu w to co dzieje się w opowiadaniu. Nawet sobie sprawy nie zdajecie jak dużo siły do kontynuacji tego opowiadania mi dajcie. Każdy Wasz komentarz to wielki uśmiech na mojej twarzy oraz kopniak w tyłek żebym pisała dalej. Nie mogę Wam obiecać, że dobijemy do 100 rozdziałów ale postaramy się, co nie? W naszej grupie siła, my możemy wszystko. A te ponad 50 tysięcy wyświetleń. Zaskakujecie mnie tym bardzo pozytywnie. W krótkim czasie bo od 26 lutego dobiliśmy tak ogromnej liczby. Jestem pod wrażeniem. Tak sobie patrzę na tą tabelkę poniżej i nie mogę wyjść z podziwu. Patrzcie ile odsłon bloga nabiliście od samego początku.




A co do samego rozdziału zarzucono mi, że za szybko się pogodzili. Może i tak. Ale ja nie chciałam żeby byli skłóceni za długo. Wiem, że Janek zawalił ale Paula go kocha i mu wybaczyła. Zrozumcie to więc. Mogę Was zapewnić, że będzie się jeszcze działo. Mam w głowie pewien plan i mam nadzieję, że uda mi się go zrealizować. A jak się podobają tatuaże naszej pary? Zostały one wybrane przez ludzi na grupie, którym dziękuję za pomoc. I jak myślicie, jaka będzie reakcja mamy Pauliny na wieść o tatuażu. Wkurzy się czy wręcz przeciwnie?

Jeszcze raz dziękuję Wam mordki za wszystko i pozdrawiam <3

wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 49

Tak wiem, mama miała robić gołąbki. Ale przecież trzeba przygotować kapustę, ryż i mięso. Tak więc zabrałam się za to. Po godzinie mięso się podsmażało, ryż się gotował tak samo jak kapusta. Gdy wszystko było już gotowe moja mama zajęła się tworzeniem samych gołąbków oraz sosu do nich. Zostawiłam więc ją samą w kuchni i poszłam na górę po mojego laptopa. Dawno go nie używałam a wpadłam na fajny pomysł. Wygrzebałam go więc z torby, włączyłam i zalogowałam się na fb. Na początek posprawdzałam wszystkie powiadomienia a następnie zabrałam się za pisanie do moich znajomych z Krakowa. Kompletnie o nich zapomniałam a warto by było odnowić pewne znajomości. Zaczęłam od bliskich mi dziewczyn, skończyłam na osobach ze szkoły. Dziesięć osób mi odpisało. Zaczęłam więc z nimi rozmowę, wypytywałam się co u nich, jak im się żyje, gdzie mieszkają. Okazało się, iż dwie dziewczyny mieszkają we Wrocławiu. Umówiłam się z nimi na spotkanie. A z kilkoma osobami z Krakowa dogadałam się, że jak się tam pojawię to się zgadamy i spotkamy. Wyłączyłam więc szczęśliwa komputer i wróciłam do kuchni. Mama już kończyła obiad. Nakryłam do stołu i zrobiłam kompot. Dla mojej siostry nie istnieje obiad bez kompotu, tak się nauczyła w przedszkolu oraz szkole. Postawiłam go również na stole, z szafki wyjęłam szklanki. Usiadłam następnie do stołu i zabrałam się za jedzenie. Gołąbki były przepyszne. Stęskniłam się za kuchnią mojej mamusi. Ja nie potrafię niestety tak dobrze gotować. Ale może kiedyś się nauczę i dorównam mojej rodzicielce. 
- Było pyszne. Dziękuję. 
- Nie ma za co córuś. A co z Jasiem? On nie je?
- Nie wiem, mogę iść się go spytać. 
- Dobrze. 
Poszłam więc na górę. Nie słysząc żadnych głosów wydobywających się z pokoju do nagrywania weszłam bez pukania. 
- Mama zrobiła obiad. Chodź zjeść. 
- Za chwilę przyjdę. Możesz tu do mnie podejść teraz?
- W jakim celu?
- Czemu mnie unikasz?
- Ty się dziwisz? Całowałeś się z tą małpą gdy ja Cię potrzebowałam. Może mam Ci się na szyję rzucić, co?
- Paulina zrozum, że ja tego bardzo żałuję. Nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło. 
- Też nie wiem co się z Tobą stało. Wydawałeś się być fajnym facetem. Zaufałam Ci, pokochałam Cię a Ty wylatujesz z czymś takim. 
- Misia ja nie chciałem. Bardzo mi na Tobie zależy i chcę żeby było tak jak wcześniej. Mamy przecież tyle planów. 
- Bardzo mnie zraniłeś ale serce podpowiada mi, żeby Ci wybaczyć. Muszę to przemyśleć, daj mi trochę czasu. 
- Dobrze kochanie. Czy mogę mieć do Ciebie prośbę?
- O co chodzi?
- Mogę Cię przytulić? - spytał przybliżając się do mnie
- Dobrze. 
Po chwili poczułam jak jego ręce oplatają moje ciało. Wtuliłam się w niego a z moich oczu samowolnie popłynęły łzy. Chłopak przytulił mnie jeszcze mocniej i próbował mnie uspokoić. Po kilku minutach oderwałam się od Jasia i wygoniłam go na dół aby zjadł obiad a sama poszłam do sypialni. Położyłam się na łóżku i zwinęłam z kulkę. Po jakiś 20 minutach na górze pojawił się nikt inny niż Jaś. 

Perspektywa Janka

Już mi słów brak na moją głupotę. Gdy widzę jak bardzo zraniłem Paulę mam ochotę strzelić sobie tak porządnie z liścia w twarz na otrzeźwienie. Ten strach w jej oczach jak ją przytulałem. Ona tak bardzo cierpi przez mój wybryk. Nie zasługuję na taki skarb jak ta dziewczyna. Ona tyle przeszła a ja jej jeszcze dokładam. Lecz jej słowa, że mnie kocha dodały mi wiary w to, iż mi wybaczy. Tak sobie rozmyślałem podczas jedzenia przepysznych gołąbków. Gdy tylko skończyłem jeść udałem się na górę. Swoje kroki skierowałem w kierunku sypialni. Podświadomie czułem, że Paula tam będzie. Zazwyczaj jak ma gorszy dzień to kładzie się i myśli o wszystkim. I nie pomyliłem się. Leżała sobie zwinięta jak kot i nie płakała. To dziwne. Zazwyczaj wylewała swoje uczucia na zewnątrz. A teraz leży pogrążona w swoich myślach. 
- Kochanie mogę Ci przeszkodzić w przemyśleniach? - spytałem się 
- Tak. O co chodzi?
- Mam do Ciebie bardzo ważne pytanie.
- Chyba nie masz zamiaru mi się oświadczać? 
- Jeszcze nie. Jest to pytanie z innej kategorii.
- Tak więc słucham. 
- Wiem, że pewnie najchętniej nie mówiłabyś mi prawdy ale ja muszę wiedzieć. Jak wyszły badania?
- Cytując lekarza mam dwie informacje. Jedną dobrą, drugą trochę gorszą. Od której zacząć?
- Od gorszej.
- Mam niedobór witamin i muszę je łykać przez dwa miesiące. 
- A ta dobra?
- Jestem zdrowa. Nie znaleziono u mnie komórek rakowych. 
- To świetnie skarbie. Tak się cieszę. - przytuliłem mocno dziewczynę - Będziemy mogli realizować nasze plany, spełniać marzenia. Nic nie stoi nam na drodze. - odkleiłem się od niej
- Nie byłabym taka pewna. 
- Nie rozumiem. Przecież się kochamy, będziemy mieć wspólny dom. Wszystko się układa. 
- Misiak, nie zakładaj, iż już Ci wybaczyłam.
- Błagam o wybaczenie. Zrobię wszystko żebyś znowu mi zaufała. 
- Janek ja wyznaję zasadę wybaczyć ale nie zapomnieć. 
- Rozumiem. Sam trzymam się tej samej zasady. Wiem, że nie zapomnisz. Ale wybacz i daj mi naprawić to co zepsułem.
- Dobrze.
- Czyli?
- Wybaczam Ci mordko. - Paula wtuliła się we mnie
- Bardzo Cię kocham.
- Ja Ciebie też. A teraz chodź tu. - złapała mnie za bluzę i przyciągnęła do siebie
Chwilę później nasze wargi się spotkały. Tak bardzo czekałem na ten pocałunek. Czułem jak usta Paulinki wyginają się w uśmiech. Moje serducho skakało z radości. Moja mordka najdroższa wybaczyła mi. Wreszcie będzie między nami normalnie. Gdy brakowało nam już tchu oderwaliśmy się od siebie. 
- Robiłem dziś krótki live, jakoś tak mi się nudziło. I ludzie się pytali czemu Cię nie było. 
- I co im powiedziałeś?
- Że ten live to był mój pomysł i Ty nic o nim nie wiesz.
- Ładnie wybrnąłeś. Na następnym live też się nie pojawię. Zobaczymy czy zaś będą się pytać o mnie. 
- Ok, przekonamy się za jakiś czas. I gadałem jeszcze z Florkiem. Chce do nas przyjechać za dwa tygodnie na 7 dni.
- To super. 
- Aż tak go polubiłaś?
- Jest fajnym człowiekiem. I choć na początku był trochę gburowaty to po czasie okazał się być spoko.
- Cieszę się bo jest moim najlepszym przyjacielem. 
- Fajnie wiedzieć. A i właśnie, bo zapomnę później Ci powiedzieć. zgadałam się ze znajomymi z Krakowa. I chciałabym tam pojechać na tydzień. Ale to dopiero za jakiś czas. 
- Dobrze. Nie widzę żadnych przeciwwskazań byśmy tam pojechali. A teraz pozwolisz, że pójdę się pobawić z Twoją siostrą.
- Że co?
- Złapałem z nią fajny kontakt. Muszę się przecież jakoś wkupić do rodziny. 
- Taaa...powodzenia życzę. To ja w tym czasie pójdę pogadać z mamą.
- O czym?
- O jej wizycie u ojca. Bardzo mnie ciekawi co o nim myśli. 
- Dobra, to nie będziemy Wam przeszkadzać. 
- Bardzo się cieszę. - Paulina wyszła z pokoju
Ja sam ruszyłem za nią. Gdy tylko zauważyłem jej siostrę zawołałem ją na górę. Poszliśmy do pokoju gdzie jest komputer i zaczęliśmy grać. Przy Oli zachowuję się jak dziecko. Mam wrażenie jakbym odmłodniał o te kilka lat. To jest bardzo fajne uczucie. Szczególnie, że osoby w tym wieku zazwyczaj się buntują i są nie miłe. Oleńka również ma takie momenty. Ale udaje się nam jakoś dogadać pomimo różnicy wieku, innych zachować i tego, że jestem chłopakiem jej siostry. Mam nadzieję, że mama dziewczyn również mnie polubiła. Jest ona wspaniałą kobietą i chciałbym mieć taką teściową. Jestem pewien, że dogadałaby się z moją mamą. Znalazłby multum wspólnych tematów na pogaduszki. Ale dosyć moich rozmyślań, muszę się Wam do czegoś przyznać. Ola wygrała ze mną. Taka mała a takiego starego chłopa zrobiła w balona. No zaraz mnie coś trafi. Uraziła moją męską dumę. 



Zadowoleni z rozdziału i pogodzenia się naszej pary? Bo ja bardzo. Od razu milej się pisało =D 
Przypominam o grupie na fb dla moich czytelników. Zapraszam wszystkich serdecznie. 

Pozdrawiam mordki <3

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 48

Perspektywa Pauliny

To ja mogę być chora a ten się z pielęgniarką zabawia. Nie spodziewałam się czegoś takiego po nim. Wiedziałam, że jest imprezowiczem. Ale żeby na pierwszą lepszą pannę lecieć. Wydawał się być takim porządnym facetem a tu wyszło szydło z worka. Jest mi tak przykro. I nie wiadomo do czego by doszło gdybym się nie pojawiła w pokoju pielęgniarek. Nie wiem czy będę w stanie mu to wybaczyć. Zranił mnie bardzo. Myślałam, że będzie mnie wspierał i będę mogła liczyć na niego. A on okazał się cholernym oszustem. Właśnie teraz potrzebuję jego obecności a ten robi kompletnie na odwrót. Nie poznaję go. Nie zachowuje się jak mój Janek, jak osoba, którą pokochałam. Ze łzami w oczach wyjęłam pamiętnik i zaczęłam przelewać na jego kartki uczucia. 

Drogi pamiętniczku,
Tak jak ostatnimi czasy spotykamy się ponieważ stało się coś przykrego dla mnie. A to co stało się kilkanaście minut temu przewróciło moje dotychczasowe życie do góry nogami. Mój ukochany Jaś...mój Jasiek całował się z inną. Złamał mi tym serce. Jak on mógł. Jestem właśnie w szpitalu, mogę mieć raka, a on się zabawia. 
No cóż, muszę sobie jakoś poukładać życie bez niego. Widocznie mnie już nie kocha.
Zakończyłam swoją notkę, schowałam pamiętnik i poszłam spać. Byłam bardzo zmęczona tym co dziś się wydarzyło. 

Rano

Obudziłam się cała zalana łzami. Śnił mi się mój chłopak oraz ta pielęgniarka. Mam nadzieję, że nie muszę jej dziś oglądać. To byłoby za dużo dla mnie. Wstałam i poszłam się umyć. Przebrałam się następnie w dresy i czekałam na przyjście lekarza. Po pół godziny przyszedł. 
- Dzień dobry. Jak się Pani czuje?
- Bywało lepiej. A co z wynikami?
- Mam dla Pani dwie informacje. Jedną dobrą, drugą taką pośrednią. Od której zacząć? 
- Od tej gorszej.
- Ma Pani niedobór witamin. Trzeba je uzupełnić tabletkami.
- A ta dobra?
- Jest Pani zdrowa, nie znaleźliśmy komórek rakowych w Pani ciele. Za chwilę przyjdzie pielęgniarka z wypisem. 
- Dziękuję. A czy mogłaby to nie być ta młoda Pani?
- A coś się stało?
- Długa historia. Po prostu nie chcę jej widzieć. 
- Dobrze, proszę się pakować. Do wypisu dołączona będzie recepta. Proszę to co na niej się znajduje wykupić i zażywać.
- Oczywiście. Dziękuję bardzo. 
Bardzo szczęśliwa spakowałam swoje rzeczy do torby i zadzwoniłam po taksówkę. W tym czasie pojawiła się pielęgniarka z wypisem. Schowałam go tak żeby się nie zniszczył i opuściłam budynek szpitala. Miałam wielką ochotę zadzwonić do Janka. Ale doszłam do wniosku, że w obecnej sytuacji nie będzie to dobre rozwiązanie. Poczekałam na taksówkę, która po chwili znalazła się przed wejściem do szpitala. Wsiadłam i podałam kierowcy adres. Całą drogę jechałam z ogromnym uśmiechem na buzi. Po pięćdziesięciu minutach drogi byłam pod domem. Zapłaciłam i wysiadłam z samochodu. Niepewnym krokiem ruszyłam w stronę domu. Otworzyłam drzwi i z lekko trzęsącymi się rękami weszłam. Wszyscy spali. Przeszłam więc na paluszkach do pokoju, który miał być mój aby zostawić torbę. Udałam się następnie do kuchni ponieważ byłam strasznie głodna. Zrobiłam sobie jajecznicę. Zapachem tym ściągnęłam na dół mamę. 
- Córcia czemu Cię wczoraj nie było w domu?
- Byłam u koleżanki, potrzebowała mojej pomocy. Ale już jestem i nigdzie się nie wybieram. Trzeba korzystać z czasu kiedy jesteście tu ze mną. A teraz siadaj, zjesz ze mną. - nałożyłam jajecznicę na talerze
- Pyszna. A kiedy nauczyłaś się gotować?
- Jak przeprowadziłam się z tatą do Wrocławia. Nie miał kto mi gotować obiadków więc sama się za to zabrałam. 
- To świetnie. I nawet dobrze Ci idzie. Ale Jasiek też nieźle gotuje.
- Tak, co Wam przygotował?
- Naleśniki z sosem takim jak do spaghetti w środku, posypane serem żółtym i zapieczone. 
- Mmmm...pewnie pyszne. 
- Tak. Ale za to ja dziś robię gołąbki. 
- Dobrze mamuś. Nie obrazisz się jak Cię na chwilę zostawię? Muszę wyjść. 
- Idź, tylko uważaj na siebie. 
- Oczywiście. - pobiegłam po receptę i wyszłam z domu. 
Udałam się do pobliskiej apteki. Miałam do niej jakieś 20 minut drogi więc się nie śpieszyłam. Gdy byłam już w połowie drogi poczułam, że mój telefon wibruje. Wyjęłam go z kieszeni i zauważyłam, że mam nową wiadomość.
"Nie ukrywaj się przede mną, widziałem Cię przez okno. Wiem, że wyszłaś już ze szpitala."
Była ona od Janka. Przestraszyłam się trochę. Nie mam zamiaru udawać, iż nic się nie stało a ten mnie śledzi. A spróbuje się jeszcze spytać czy jestem zdrowa. Nie wiem co mam z nim zrobić, mam mętlik w głowie. Starając się nie myśleć o nim ruszyłam w dalszą drogę do apteki. Wykupiłam wszystkie potrzebne witaminy i wróciłam do domu. Średnio mi się to uśmiechało ale powiedziałam mamie, iż wychodzę tylko na chwilę. Jak nie wrócę to będzie się denerwować zapewne. Weszłam więc spokojnie do domu i schowałam leki do siatki, która była w korytarzu. Mama nie może się dowiedzieć, że jestem osłabiona bo by mi spokoju nie dała. A ja już mam dość atrakcji dzięki osobie, która podobno mnie kocha. Nawet nie wiem czy mogę oficjalnie nazywać go moim chłopakiem. I co będzie z tym domem kiedy unikamy siebie jak ognia. Mam tyle pytań bez odpowiedzi w głowie. 
- Mamo, byłyście z Jankiem w ZOO?
- Nie miałyśmy już sił wczoraj.
- To może dziś pójdziecie ze mną, co?
- Dobry pomysł. Tylko trzeba Oleńkę obudzić.
- To ja już się tym zajmę a Ty zrób jej coś do jedzenia. I jeszcze jakbyś mogła prowiant na później przygotować. 
- Dobrze. 
Poszłam więc na górę by obudzić moją siostrę. Weszłam do pokoju i położyłam się koło niej. Zaczęłam smyrać ją po ręce oraz mówić do niej żeby się obudziła. Po chwili otworzyła oczy. 
- Wstajemy łobuzie.
- Po co?
- Idziemy do ZOO.
- To super. 
Obie wstałyśmy. Powiedziałam mamie, że idę się umyć gdy pojawiłam się na dole i tak zrobiłam. Chciałabym zmyć z siebie ten szpitalny zapach. Po szybkim prysznicu ubrałam się, umyłam zęby i dołączyłam do mojej rodzinki. Zjadłam trochę i zaczęłam szykować się na wyjście. Musiałam iść więc na górę po kilka moich rzeczy z pokoju, który podobno ma być mój wzięłam torebkę i okulary przeciwsłoneczne. Dopakowałam do tego portfel, chusteczki, telefon i butelkę wody. Trochę zeszło mi poszukiwanie wszystkiego. W tym samym czasie mama wraz z siostrą zdążyły przygotować się do wyjścia. Założyłyśmy więc buty, lekkie bluzy i opuściłyśmy dom. Udałyśmy się na przystanek autobusowy. Poczekałyśmy 7 minut. Wsiadłyśmy, kupiłyśmy bilety i zajęłyśmy miejsca. Cała droga zajęła nam koło godziny. Wysiadłyśmy pod bramą ZOO. Zakupiłyśmy bilety wstępu i zaczęłyśmy zwiedzanie. Wraz z małymi odpoczynkami zeszło nam koło 4 godzin. Zadowolone i zmęczone zarazem wybrałyśmy się w podróż powrotną. Po godzinie stałyśmy już przed domem. Szukałam w torebce kluczy ponieważ gdzieś się zawieruszyły. Po kilkuminutowych poszukiwaniach udało mi się je odnaleźć. Otworzyłam więc drzwi i usłyszałam, że Janek gada sam do siebie. Doszłam do wniosku, że nagrywa odcinek albo ma live. Poprosiłam więc mamę oraz Oleńkę żeby mu nie przeszkadzały. Sama przebrałam się i zabrałam się za przygotowywanie obiadu. 


Tak płakaliście w komentarzach, że się zlitowałam i Paulina jest zdrowa. Cieszycie się mordki? Mam nadzieję, że tak. A co myślicie o sms-ie od Janka? Czy nie przesadza on trochę? 
Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach =)
I dziękuję bardzo za 50.000 wyświetleń, kochani jesteście =D

Pozdrawiam mordki <3

A i głosować w ankiecie na grupie mordki, to ważne =)

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 47

Przed samym rozdziałem chciałabym Was zaprosić na bloga wspaniałej Alicji http://jdabrowsky-love-story.blogspot.com/ Wpadnijcie, przeczytajcie, skomentujcie a jak się spodoba to zostańcie. Bardzo mi na tym zależy. 


Cała wycieczka, że tak to ujmę, zajęła nam 3 godziny. Wszyscy byliśmy bardzo zmęczeni. Zaprosiłem więc Panie na lody oraz kawę. Było nam to bardzo potrzebne. Przy okazji odpoczęliśmy trochę. Gdy opróżniliśmy pucharki oraz kubki zapłaciłem za wszystko i opuściliśmy ten lokal. Szybko udaliśmy się w kierunku domu ponieważ za dwie godziny miałem się spotkać z architektem. Muszę się dobrze przygotować. Od tego co dziś ustalimy będzie pewnie zależał wygląd domu. Postanowiłem poinformować o tym Paulinę. Wybrałem więc jej numer. 
- Proszę. 
- Cześć kotek. Jak się czujesz?
- Troszkę obolała ale nie jest źle. A co u Ciebie?
- Właśnie wracamy ze spaceru i dzwonię, żeby Ci powiedzieć, iż za dwie godziny widzę się z architektem. 
- To super. Jak pokaże Ci plan domu to zrób zdjęcie i mi wyślij. Zobaczę i jak nie będzie mi się coś podobać to Ci napiszę. 
- Dobrze mordko. To już nie przeszkadzam. 
- A mama coś się pytała o mnie?
- Jeszcze nie. Ale jakby coś jesteś u koleżanki bo Cię potrzebuje, pamiętam. 
- To super. 
- Pa, pa.
- Pa. - po pożegnaniu się z dziewczyną zakończyłem rozmowę
Schowałem telefon i wyciągnąłem klucze ponieważ byliśmy już pod domem. Otworzyłem szybko i przepuściłem damy. Chwilę później sam znalazłem się w domu. Ściągnąłem buty, umyłem ręce i zabrałem się za moje popisowe danie. Zapiekane naleśniki z farszem takim jak do spaghetti, na wierzchu posypane startym serem żółtym. Pychotka, na samą myśl jestem głodny. Wyjąłem więc wszystkie potrzebne produkty z lodówki oraz szafek. 
- Mogę Ci w czymś pomóc? - w kuchni pojawiła się siostra mojej dziewczyny 
- Tak, chodź. Zrobisz ze mną obiad.  
- Co mam robić?
- Za chwilę pomożesz mi zmielić mięso. Ja teraz zrobię ciasto na naleśniki ponieważ musi ono trochę odpocząć przed smażeniem. 
Zająłem się przygotowaniami, po kilkunastu minutach ciasto już było gotowe. 
- Ola, chodź. Bierzemy się za mielenie mięsa. 
- Poradzę sobie.
- Dobra, zajmę się w tym czasie przesmażeniem cebuli. Tylko uważaj na palce. 
- Krwawe nadzienie do naleśników nie będzie fajne. 
- Zgadza się. Tak więc zajmijmy się pracą. - obierałem cebulę i patrzyłem się jak dziewczynka sobie radzi
Szło jej nawet nieźle, po kilku minutach miałem zmielone mięso. Ja w tym czasie podsmażyłem lekko cebulę. Następnie wrzuciłem na patelnię mięso. Mieszając je czekałem aż się odpowiednio przysmaży. W tym samym czasie otworzyłem dwie puszki z całymi pomidorami. Posiekałem je i odstawiłem aby dołożyć później na patelnię. Gdy mięso było już usmażone posoliłem je i dołożyłem pomidory. Przesmażyłem wszystko przez 10 minut. Następnie zabrałem się za smażenie naleśników. Przypomniało mi się, iż Oleńka nic nie robi. Znalazłem jej więc zadanie.
- Możesz zetrzeć ser?
- Tak. A na jakich oczkach?
- Na tych największych. Tylko uważaj na paluchy. - ostrzegłem ją i wróciłem do swojej pracy
Po czterdziestu minutach były już one usmażone. W tym czasie ser został starty bez żadnych ofiar. Zabrałem się więc za nadziewanie naleśników. Układałem je w szklanym pojemniku do zapiekania. Gdy był on już cały zapełniony posypałem wszystko wcześniej startym serem. Następnie wstawiłem wszystko do piekarnika żeby się lekko przypiekło a ser się roztopił. Po dwudziestu minutach jedna porcja była gotowa. Nałożyłem więc na talerze, polałem wszystko odpowiednim sosem składającym się z jogurtu naturalnego i kilku przeciśniętych przez praskę ząbków czosnku. Zawołałem do stołu mamę Pauliny oraz jej siostrę po czym przygotowałem drugą porcję. Sam zjadłem odrobinę i zacząłem się zbierać do wyjścia. Ubrałem koszulę ponieważ podobno ładnie w nich wyglądam i czarne spodnie. Narzuciłem na to kurtkę i informując uprzednio naszych gości wyszedłem z domu. Po dwudziestu minutach delektowałem się kawą i czekałem na przybycie architekta. Po 5 minutach się pojawił, jak zwykle elegancko ubrany. 
- Witam Pana. - przywitałem się
- Dzień dobry. Pani Pauliny z nami nie ma?
- Niestety nie jest to możliwe ale jeżeli nie ma Pan nic przeciwko wyślę jej zdjęcie planów i poczekamy na jej opinię. 
- Dobrze, ważne żeby brała udział w tym spotkaniu. 
- Właśnie tak. Więc mogę zobaczyć plany?
- Tak, proszę bardzo. - przede mną pojawiła się kartka z rysunkiem
Zrobiłem zdjęcie i wysłałem Pauli. Następnie sam zabrałem się za analizę. Według mnie wszystko zgadzało się z naszymi planami. Gdy myślałem czy coś tu dodać mój telefon zaczął dzwonić. 
- Halo.
- Cześć misiu. Widziałam plany. Wszystko jest super. 
- Kotek a ja mam pytanko. Myślałem nad zrobieniem altany za domem, bo jest na to miejsce i ogniska. 
- O! Super pomysł. Tylko spytaj się architekta czy to możliwe. 
- To daj mi chwilę, nie rozłączaj się. 
- Przepraszam bardzo, czy dałoby radę dołączyć do tego projektu altanę i miejsce na ognisko?
- Tak, jest na to możliwość. 
- Mordko, jesteś? - powiedziałem do telefonu
- Tak. I co?
- Możemy mieć altanę i ognisko. 
- To świetnie. Zajmij się już teraz spotkaniem. Kocham Cię. 
- Ja Ciebie też. - rozłączyłem się
Podyskutowałem jeszcze z architektem żeby ustalić wszystkie szczegóły. Obiecał on, że za tydzień spotkamy się aby zobaczyć już ostateczny projekt. Było mi to na rękę. Pożegnaliśmy się, zapłaciłem za kawę i doszedłem do wniosku, że jeszcze nie jest tak późno i mogę odwiedzić moją dziewczynę. Podszedłem więc do kwiaciarni, która była obok, zakupiłem śliczny bukiet i zapakowałem się do auta. Po 15 minutach byłem już pod szpitalem. Zaparkowałem auto i udałem się do sali w której leży Paulina. Spała ona więc zostawiłem na stoliku bukiet. Udałem się do pokoju pielęgniarek aby zapytać o wazon. Znajdowała się w tym pomieszczeniu śliczna, młoda pielęgniarka. Muszę przyznać, że spodobała mi się. Przypomniało mi się, iż jestem tutaj w innym celu. 
- Przepraszam bardzo, czy ma Pani jakiś wazon pożyczyć? 
- Coś się znajdzie. Prosze usiąść i zaczekać. - wskazała na krzesło
Po chwili wróciła z uroczym wazonikiem zapełnionym wodą. Podała mi go lecz wyślizgnął się mi z ręki i wylądował na podłodze. Oczywiście się stłukł. 
- Bardzo przepraszam, tak mi przykro. - przyklęknąłem przy resztach po wazonie i zacząłem je zbierać
- Nic się nie stało. - pomagała mi sprzątać 
- Skaleczyłeś się. - zauważyła, że z mojej dłoni zaczęła ciec krew
- To taki mały szczegół. 
- Proszę to dać. Zaraz odkażę i zabezpieczę. 
Wyjęła z szafki wodę utlenioną. Delikatnie przemyła ranę i następnie przykleiła na nią plaster. 
- Za chwilę powinno przestać krwawić. 
- Dziękuję. - chciałem wyjść lecz złapała mnie za rękę
- Nie zostawiaj mnie. 
- Ja mam dziewczynę, zostaw mnie kobieto. - broniłem się
- Na pewno jestem od niej lepsza. - położyła moją rękę na swoim tyłku
Muszę przyznać, że było to miłe uczucie. Był taki jędrny i zgrabny. Zbliżyłem się do niej i musnąłem lekko jej usta. Ona pogłębiła pocałunek. Sprawiało mi to wielką przyjemność. W tym momencie usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Oderwaliśmy się od siebie. Odwróciłem się by zobaczyć kto to. I jak już się dowiedziałem miałem ochotę się ulotnić, rozpłynąć, po prostu zniknąć. W drzwiach stała Paulina. W jej oczach widziałem smutek.
- Paula, to nie tak jak myślisz. Ona się na mnie rzuciła gdy przyszedłem po wazon na kwiatki. 
- Nie wierzę Ci. Nie spodziewałam się czegoś takiego po Tobie. Ja mogę być śmiertelnie chora a Ty obściskujesz się z pierwszą lepszą pielęgniarką, która świeci dupą. Ty świnio! Złamałeś mi serce! - krzyczała na mnie
- Tak bardzo Cię przepraszam. - próbowałem ją przytulić
- Nawet nie waż się mnie dotykać. Nie znam Cię. To co zrobiłeś przekreśliło nasz związek. - wyszła trzaskając drzwiami
Wkurzony wyszedłem ze szpitala. Wsiadłem za kierownicę i w ekspresowym tempie znalazłem się w domu. Miałem szczęście, że nie było żadnej policji po drodze. Zaparkowałem samochód, wszedłem z impetem do domu i skierowałem się do sypialni. Rzuciłem się na łóżko i zacząłem krzyczeć w poduszkę. Zmęczony wszystkimi przeżyciami zasnąłem jak dziecko. W nocy obudził mnie koszmar. Śniło mi się, że zdradziłem moją kochaną dziewczynę. Lecz chwila, jak by tak brać to ja ją zdradziłem. Całowałem się z obcą dziewczyną. Nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło. Byłem jak w amoku. Bardzo teraz tego żałuję. Nie chcę jej stracić. Bardzo kocham Paulę i chcę nadal z nią być. Ze łzami w oczach ponownie zasnąłem. 


To się podziało. Tak jak już mówiłam chcieliście akcji to macie. Więc nie marudzić. Niebawem sytuacja powinna się unormować i znowu będzie spokojnie. Ale czy szczęśliwie? To jest największa zagadka. Jak myślicie, Paulina powinna wybaczyć Jankowi zdradę? Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach. 

Pozdrawiam mordki <3

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 46

Rano
Perspektywa Pauliny

- Janek! Wstajemy. - próbowałam obudzić chłopaka
- Jeszcze pół godziny mordko. 
- Nie. Jak chcesz to zostań ale ja muszę iść do szpitala. 
- Wiem, zaraz wstaję. 
- Rób co chcesz. Ja idę do łazienki. Za godzinę wychodzę z domu. 
- Dobra. Już się zbieram. - Jaś wygramolił się z łóżka
Ja po chwili znalazłam się w łazience. Umyłam się oraz moje włosy i zęby. Zrobiłam lekki makijaż i wróciłam do sypialni. Wyjęłam spodnie, luźną bluzkę oraz bieliznę. Ubrałam się szybko i zajęłam się moimi włosami. Wysuszyłam je i związałam w kucyka. Sprawdziłam czy nasi goście śpią. Okazało się, że tak więc wyjęłam torbę z szafy i wrzuciłam ją do samochodu. Chwilę później zabrałam się za robienie śniadania. W tym czasie na dół zszedł Jasiek. 
- Jestem gotowy. Tak jak obiecałem. - powiedział i przytulił się 
- To super. Torba już jest w bagażniku. Siadaj przy stole, za chwilę będą kanapki. 
- Dziękuję. A Twoja mama śpi?
- Tak. Dlatego siedzę tu w miarę spokojnie. 
- Ja nie wiem jak ty możesz spokój zachowywać. Ja sobie miejsca znaleźć nie mogę. 
- A myślisz, że ja nie? Ja też mam uczucia, też się denerwuję. - wkurzyłam się 
- Nie złość się tak. Ja wszystko rozumiem. 
- Taa, już to widzę. A teraz jedz. - postawiłam mu przed nosem talerz z kanapkami - Smacznego.
- Dziękuję i wzajemnie. 

Dwadzieścia minut później

- Gotowa? - spytał się Janek
- Jeszcze chwila. Zostawię dziewczynom zapasowe klucze oraz notkę, że musieliśmy wyjść. 
Wytargałam kartkę z notatnika, który miałam w torebce, znalazłam długopis i zaczęłam pisać. 
Hej, 
Janek oraz ja musieliśmy wyjść bo coś nam wypadło. Klucze od mieszkania macie na wyspie kuchennej. Lodówka jest do waszej dyspozycji. Róbcie co chcecie tylko domu nie zdemolujcie. 
Kocham Was, 
Paulina
Zostawiłam kartkę na stole, sprawdziłam czy mam wszystko co mi potrzebne i wyszłam z domu. Jasiek zamknął drzwi i dołączył do mnie. Chwilę później jechaliśmy w stronę szpitala. Tego samego w którym leży dziadek. Będę musiała uważać, żeby nie spotkać nikogo z rodziny podczas pobytu. Nie chcę im się tłumaczyć. I tak się zamyśliłam, że nie zorientowałam się kiedy znaleźliśmy się pod szpitalem. Janek mnie nie poganiał. Siedział grzecznie i czekał aż będę gotowa wyjść z samochodu. Po chwili ogarnęłam się i opuściłam samochód. Udałam się w kierunku bagażnika ale chłopak mnie uprzedził. Pozwoliłam mu więc wziąć ją i wejść ze mną do szpitala. Szliśmy trzymając się za ręce. Oboje przykleiliśmy do swoich twarzy uśmiechy i podążaliśmy w kierunku rejestracji. Tam miałam się zgłosić. Kilka minut pielęgniarka prowadziła mnie na salę. Była ona przestronna. Bardzo mnie zdziwiło, że mam być w niej sama. Choć w sumie to dobrze. Będę miała kilkanaście godzin na przemyślenia. A mam o czym myśleć. Tak dużo rzeczy zwaliło się na moją głowę. Z pomocą mojego chłopaka rozpakowałam swoją torbę. Wyprosiłam go na chwilę żeby się przebrać w dresy. Kilka minut później wszedł do pomieszczenia wraz z lekarzem. 
- Widzę, że się już Pani zadomowiła. - zaśmiał się - Tak jak mówiłem przez telefon musi Pani zostać do jutra na oddziale. 
- Rozumiem, że jest to potrzebne do przeprowadzenia wszystkich potrzebnych badań. 
- Zgadza się. Za godzinę odbędą się pierwsze badania. 
- Dobrze. Będę czekać. A jeszcze mam pytanko. 
- Słucham?
- Czy są jakieś przeciwwskazania, czego nie mogę jeść?
- Póki nie mamy stwierdzonego nowotworu może odżywiać się Pani tak jak dotychczas. Jak będziemy wiedzieć coś więcej i będzie potrzebna specjalna dieta to poinformuję o tym Panią. 
- Dobrze, dziękuję. 
Lekarz opuścił salę. Zostałam sama z Jaśkiem. Z nudów się położyłam. 
- Nagram dziś jakiś odcinek na kanał. 
- Dobra. Tylko pamiętaj o naszych gościach. I jakby się pytały u mnie to jestem do jutra u koleżanki bo mnie potrzebowała. 
- Ok. I nie bój się, nie zapomnę. Zabiorę je na zwiedzanie miasta. 
- To super. 
- Wybacz, że teraz ale przypomniało mi się, iż muszę Ciebie o coś spytać. Wymyśliłem sobie, że zrobimy sobie oboje tatuaże. Co o tym sądzisz?
- Sam pomysł nie jest głupi. Ale jak już mam mieć tatuaż to jakiś delikatny.
- Ja też nie chcę nic wielkiego. Wymyślimy sobie jakiś taki nasz symbol i oboje go sobie wytatuujemy, ok?
- Dobrze. To może nutki? 
- Ja myślałem o gwiazdkach. Są takie śliczne i tajemnicze zarazem. Ale nutka też nie jest zła. Jeszcze o tym pomyślę, skontaktuję się z moim znajomym tatuażystą. On mi powie jakie są możliwości. 
- To spoko. A teraz wracaj już do domu. 
- Aż tak mnie tu nie chcesz? - wiedziałam, że sobie żartuje. 
- Jak dla mnie mógłbyś siedzieć tu cały dzień. Ale mamy w domu gości, masz się nimi zająć i stwarzać pozory, że nic złego się nie dzieje. 
- Ok. W takim razie wracam. A Ty jak będziesz coś wiedzieć albo będziesz chciała pogadać to dzwoń. 
- Dobrze mordko. Pa. 
- Pa, pa kochanie. 
Janek wyszedł a ja wreszcie mogłam przestać udawać szczęśliwą. Choć on pewnie czuje, że się denerwuje to wolę sprawiać wrażenie opanowanej i w miarę spokojnej. Wyjęłam z szafki książkę, którą spakowałam przed samym wyjściem i zajęłam się czytaniem.

Perspektywa Janka

Nie daje mi spokoju czemu ona tak oszukuje siebie oraz mnie zarazem. Przecież ja nie jestem ślepy i widzę jak się denerwuje mój skarb. Gdybym jej jeszcze powiedział co mi się śniło to chyba by się załamała. Nie miałem serca by mówić, iż śnił mi się jej pogrzeb. Tak, nawet w snach prześladuje mnie myśl, że mogę ją stracić. Choć jestem prawie pewien, iż jest zdrowa to ta myśl nie daje mi spokoju. Jadąc do domu próbowałem się uspokoić. Jakoś się mi to udało. Zaparkowałem auto na podjeździe i doszedłem do wniosku, że zadzwonię do architekta i podpytam się go czy ma już jakieś plany naszego domu. Pozostawiłem więc buty oraz bluzę w korytarzu i usiadłem sobie na sofie. Wybrałem numer i czekałem aż mężczyzna odbierze. 
- Proszę? - usłyszałem po chwilowym oczekiwaniu w słuchawce
- Dzień dobry. Jan Dąbrowski z tej strony. Kilka dni temu spotkałem się z Panem w sprawie mojego domu. I dzwonię z zapytaniem czy ma Pan już jakieś plany?
- Zacząłem pracę nad tym projektem i powinienem ukończyć go dziś wieczorem. Czy spotkanie koło 18 pasuje?
- Tak, może być. A gdzie?
- Tam gdzie ostatnio.
- Dobrze. To do zobaczenia.
- Do widzenia. - zakończyłem rozmowę 
Po chwili nic nie robienia przypomniało mi się, że mam filmik do wrzucenia. Poszedłem więc na górę, włączyłem komputer i się tym zająłem. Gdy YouTube pracował już nad wrzuceniem go opuściłem pomieszczenie i wróciłem na dół. Z racji tego, że nasi goście jeszcze śpią wyrzuciłem karteczkę, którą napisała Paula. Klucze od domu również schowałem ponieważ na razie się nie przydadzą. Zasiadłem znowu przed telewizorem. Włączyłem jakiś przyrodniczy program w oczekiwaniu na to aż nasi goście wstaną. Po pół godziny na dole pojawiła się mama Paulinki. Zaproponowałem, że zrobię jej śniadanie ale stanowczo zabroniła mi wchodzić do kuchni upierając się, że sobie poradzi. W to nie wątpię ale nie wypada abym siedział i nic nie robił. Jako gospodarz powinienem dbać o moich gości. Ale jak tak się bronią żeby im nie pomagać to nic na siłę. Bo jeszcze w łeb dostanę czy coś za złe zachowanie. Z racji tego, że nie mogłem znaleźć sobie miejsca postanowiłem pojechać na moją działkę. 
- Ja wychodzę. Wrócę za jakieś 3 godziny. Czekajcie tu na mnie ponieważ oprowadzę Was po mieście po moim powrocie. 
- Dobrze, przygotujemy się z Olą. 
- To do zobaczenia później. - wyszedłem z domu
Swoje kroki skierowałem do samochodu. Po godzinie podróży byłem na miejscu. Wszedłem do domku, usiadłem przy stole i wybrałem numer do mamy. Potrzebuję z nią porozmawiać. 
- Halo.
- Cześć mamo. 
- Jaś, jak miło, że dzwonisz. Ale coś się stało? Bo brzmisz smutno.
- Są problemy z Pauliną.
- Mógłbyś jaśniej bo nie rozumiem.
- Paula jest właśnie w szpitalu na jakiś badaniach. Lekarze podejrzewają, że może chorować na nowotwór. 
- Ja nie wiem co powiedzieć. Jestem w szoku.
- Cały czas mam nadzieję, że ona jest zdrowa ale już sobie nie radzę. Jeszcze kilka dni temu przyjechała jej mama wraz z siostrą i o niczym nie wiedzą. To mnie wykańcza. 
- Musisz być silny. Pamiętaj, że nie ważne co by się działo możecie na nas liczyć.
- Bardzo Cię kocham. 
- Ja Ciebie też synku. A gdzie teraz jesteś?
- Na tej działce od taty. Dziś wieczorem spotykam się z architektem. Z Paulinką mamy plan na dom i ogród. 
- To świetnie. Tylko pewnie będzie to dużo kosztować. 
- Tym się nie przejmuje. To jest dom z naszych marzeń. Chcę w nim zamieszkać z moją dziewczyną, wziąć z nią ślub, mieć dzieci. Mamy tyle planów. A choroba może je wszystkie przekreślić. - starałem się nie rozpłakać 
- Wszystko będzie dobrze, wierzę w to. A teraz wracaj do domu, masz się kim zająć. 
- Tak, masz rację. Dziękuję za tą rozmowę. Dużo mi dała. 
- Od tego są mamy. Trzymaj się synu. I jak będziesz coś wiedział to daj mi znać. 
- Dobrze mamuś. To do usłyszenia. 
- Pa. - rozłączyła się 
Starłem pojedyncze łzy, które wydostały się z moich oczu i zabrałem się w drogę powrotną. Gdy pojawiłem się w domu mama Pauli wraz z Olą już na mnie czekały. Zabrałem więc tylko wodę i wyszliśmy z domu. 


Mordki cieszmy się bo wena powróciła. Z rozdziału jestem zadowolona. Mam nadzieję, że Wam również się spodobał =)
I przypominam o grupie dla Was na fb. Więcej informacji znajdziecie w 40 rozdziale. 

Pozdrawiam mordki <3

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział 45

Perspektywa Janka

Zeszliśmy na dół tak jak wołała nas mama Pauli. Wiedziałem, że będą to ciężkie chwile. Na twarz przykleiłem uśmiech, tak samo jak moja dziewczyna. Nie chcieliśmy dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Cały obiad minął w bardzo rodzinnej atmosferze. Po posiłku Paulinka zaczęła mówić a ja już miałem ciary ponieważ spodziewałem się najgorszego.
- Mamo, pójdź z Olą na spacer a my - wskazała na mnie - upieczemy ciasto. - kamień spadł mi z serca
- Dobrze. A co planujesz upiec?
- Szarlotkę na ciepło z bitą śmietaną i lodami.
- To świetnie. A my się przejdziemy, tak jak mówiłaś, pozwiedzamy okolicę.
- Bardzo się cieszę. A na ile przyjechałyście?
- Na maksymalnie dwa tygodnie.
- Rozumiem, To zbierajcie się a my już posprzątamy po obiedzie.
- Dziękuję. - powiedziała mama Pauli idąc na górę
Po chwili zostaliśmy sami. Ulżyło mi, nie będę musiał już udawać. Uśmiechy znikły z naszych twarzy i zabraliśmy się za sprzątanie. Nie szło nam to za bardzo. Paulina miała bardzo nerwowe ruchy, co chwilę jej coś upadało.
- Idź sobie usiąść, ja umyję naczynia. - podszedłem do niej
- Dziękuję. - dostałem buziaka w policzek
Dziewczyna usiadła sobie w kuchni a ja zająłem się zmywaniem. Starałem się robić to najszybciej jak mogłem ponieważ czynność ta nie należy do najprzyjemniejszych. A po za tym Paula chciała robić ciasto a ja powinien jej pomóc.
- Kotek z tym ciastem? Robisz?
- Tak. A już skończyłeś?
- Przed chwilą i mogę Ci pomóc.
- Dobrze. To weź jabłka, obierz i zetrzyj.  Ja zajmę się samym ciastem.
- A ile tych jabłek?
- Weź 8. Zawsze można dołożyć.
- Ok. A Ty wszystko masz? - jaki ja troskliwy jestem
- Tak.

Pół godziny później 

- Masz już te jabłka gotowe?
- Tak, proszę. - podałem miskę
- Dziękuję. Wrzucamy na ciasto, posypujemy cukrem i cynamonem, przykrywamy ciastem i do pieca. Teraz godzinka błogiego lenistwa.
- To świetnie. Mamy czas tylko dla siebie. A jak się czujesz?
- Fizycznie dobrze, psychicznie fatalnie.
- Będzie dobrze. Wierzę w to, że jesteś zdrowa.
- Tak bardzo chcę by to okazało się prawdą.
- Dowiemy się wszystkiego jutro.
- Poczekaj tu mordko, telefon mi dzwoni. - Paula poszła na górę
- Już jestem! Lekarz dzwonił. Będę musiała zostać na dzień w szpitalu żeby mogli spokojnie zrobić wszystkie badania.
- To chodź na górę, spakujesz sobie kilka rzeczy. A mamie powiesz, że pojechałaś do koleżanki bo Cię potrzebowała. 
- Tak, to chyba będzie najlepsze rozwiązanie. 
- A ja powiem, że muszę coś załatwić i będę siedzieć w tym czasie przy Tobie.
- Kocham Cię bardzo.
- Ja Ciebie też i nie chcę żebyś odchodziła. - przytuliłem mocno dziewczynę
- Nigdzie się nie wybieram, nie myśl o tym. Jestem zdrowa i tego mamy się trzymać. Nawet jeżeli sama siebie oszukuję to tak jest łatwiej. 
- To co, pakujemy. Jakaś piżama, dresy, ze dwie bluzki, kapcie, skarpetki, bielizna i kilka kosmetyków. Na dzień pobytu wystarczy. - pakowaliśmy wszystko do torby
- Włóż torbę do szafy, nie chcę żeby mama ją widziała a ja idę do szarlotki żeby się nie spaliła.
- Dobrze kotek, zaraz będę na dole. 

Godzinę później
Perspektywa Pauliny

- Dzieci! Już jesteśmy! - dotarł do mnie głos mamy
- To super. Ściągajcie buty, myjcie ręce i zapraszam na deser. 
Wyjęłam z szafki talerzyki, pokroiłam ciasto i nałożyłam na nie. Z zamrażarki wyłożyłam lody, wylądowały one koło jabłecznika. Na sam wierzch bita śmietana oraz trochę cynamonu. Wszystko wyglądało bardzo smakowicie i jeszcze lepiej pachniało. Talerze przeniosłam na stół i wstawiłam wodę na herbatę. Po kilku minutach dzbanek w parująca cieczą również znalazł się na stole. Szybko zjedliśmy bo mama chciała iść pogadać z ojcem, miała zabrać ze sobą Olę. Było mi to na rękę. Mogłam na spokojnie pomyśleć nad tym co zrobić żeby one się nie dowiedziały, że jutro będę cały dzień w szpitalu i pewnie spędzę tam noc. Po za tym nie byłam w nastroju na rodzinne pogaduszki. Wiem, że to jest moja mama i mogę jej wszystko powiedzieć ale to dla mnie za trudne. Jeżeli będę mieć pewność, że jestem chora wtedy jej o tym powiem. W innym wypadku w ogóle się o tym nie dowie. Wystarczy, że Janek wraz ze mną bardzo to przeżywa. Widzę jak cierpi i się smuci. I czuję się z tym strasznie źle. Zwaliłam się mu na głowę jak dowiedziałam się o chorobie dziadka. Widać było, że się smuci. Teraz ta akcja z moją domniemaną chorobą. Mógł sobie inną dziewczynę znaleźć. Ładną, wysoką, zdrową a nie mnie. Nie cierpiał by tyle. On na to nie zasługuje. Jest wspaniałym człowiekiem i powinien być szczęśliwy. Szczególnie teraz jak jest jeszcze młody. Bardzo go kocham i chcę dla niego jak najlepiej. Zależy mi na jego uśmiechu i szczęściu a ostatnio sama go niszczę. Boję się, że pomimo wszystkich zapewnień, iż jest on pewny, że jestem tą jedyną możemy się rozstać. Choć z drugiej strony nie zdziwiłabym się za bardzo. Jesteśmy krótko ze sobą. A po co mu w domu umierająca osoba. Byłam w takim transie, że nawet nie wiem kiedy znalazłam się na górze i wszystkie te słowa przelałam na kartki mojego ukochanego pamiętniczka. Siedziałam tak przy biurku i myślałam czy chcę mu przekazać jeszcze coś więcej. Doszłam do wniosku, że napisałam już wszystko. Schowałam go więc do torby, którą mam ze sobą zabrać gdyby naszła mnie chęć na przelanie moich myśli na papier. Zauważyłam wtedy, że mój lakier na paznokciach u rąk strasznie się starł. Postanowiłam więc go zmienić. Postawiłam na śliczny fioletowy lakier z różowymi i niebieskimi refleksami. Całe zmywanie aktualnego lakieru i malowanie paznokci od nowa zabrało mi godzinę. Jasiek w tym czasie chyba montował filmik ponieważ było słychać jak się z czegoś śmieje a była cisza w domu. Doszłam więc do wniosku, że zrobię mu małą niespodziankę i pójdę do niego. Wstałam więc po cichu i na paluszkach przeszłam do odpowiedniego pomieszczenia. Drzwi były otwarte więc weszłam i dotknęłam jego ramienia. Chłopak podskoczył i zapiszczał tak, że wybuchłam niekontrolowanym śmiechem. Jasiek wręcz przeciwnie. Był zły i zdziwiony za razem. 
- Ja tu filmik montuję a Ty co wyprawiasz?
- Nawiedzam Cię. - nadal się śmiałam
- Chcesz żebym na zawał zszedł?
- Chyba nie. Ale nie jestem przecież aż taka straszna. 
- Nie jesteś ale nawet nie słyszałem, że szłaś. 
- A to tak specjalnie, taka niespodzianka. Tylko trochę mi się nie udała. - wreszcie się uspokoiłam
- Jeżeli chciałaś mnie wystraszyć to Ci się udało. A teraz siadaj. - poklepał swoje kolana - Pomożesz mi trochę. 
- W jaki sposób?
- Wybierzemy razem muzykę, która będzie szła w tle oraz zrobimy miniaturkę. Jest ona ważna, dzięki niej przyciąga się ludzi. 
- Rozumiem. A jak Ci idzie robienie jej?
- Tak średnio. Muszę się jeszcze podszkolić w grafice. I fajnie by było zamówić u kogoś intro na kanał. 
- Jeżeli uważasz, że to potrzebne to proszę bardzo. 
- Nie obrazisz się jak zrobię live w tym tygodniu?
- Nie rozumiem czemu się pytasz. To jest głównie Twój kanał więc jak chcesz zrobić live i będziesz mieć ludzi, którzy będą to oglądać to proszę bardzo. 
- Dziękuję. 
- A tak zmieniając temat co z tym remontem? Kiedy będzie ta ekipa?
- Za trzy dni mają być bo coś im się przesunęło w terminach. 
- Dobrze. Tylko żadnych krzykliwych kolorów nie chcę. 
- Oczywiście, będą same Twoje ulubione. 
- To po to się pytałeś o moje ulubione kolory. Osz Ty. 
- Też Cię kocham. - dostałam buziaka w policzek 
- To co z tą miniaturką? Robimy ją?
- Tak. Patrz jak to się robi a jak coś nie będzie się podobać to mów.
- Dobra.

Pół godziny później

- Wszystko jest super. 
- Martwię się trochę o Twoją mamę, coś długo nie wraca. 
- Zadzwonisz do niej? Ja się boję.
- Ok, zaraz to zrobię. Tylko musisz wstać.
- To chyba logiczne. Idę spakować do końca torbę a Ty dzwoń.
Po chwili byłam już w łazience. W mojej kosmetyczce wylądował żel pod prysznic, pasta do zębów i kilka jednorazowych szczoteczek do zębów. Następnie szczotka, grzebień i kilka podstawowych kosmetyków. Wszystko to wylądowało w mojej torbie. 
- Paula wszystko jest w porządku. Zagadali się. - usłyszałam głos mojego chłopaka dochodzący z dołu. 
- To super, bo się martwiłam. Możemy sobie oglądniemy jakiś film?
- Dobra, to wybierz coś. 
- A jak oglądniemy to ja pójdę już spać. 
- Jak chcesz, nie ma problemu. Jeżeli chcesz się wyspać przed jutrem to spokojnie. Ja na Twoją mamę i siostrę poczekam.
- Dziękuję. 
Chwilę później leżałam w łóżku przebrana piżamę. Czekałam tylko na Janka. Pojawił się kilka minut później z czipsami. Zastanawiam się ile on ma miejsca w tym brzuchu. Co chwila coś je a nie widać tego po nim. Też tak chcę. Najeść się i nie tyć. Takiemu to dobrze. 
- Podzieliłbyś się samolubie. - zwróciłam mu uwagę po tym jak napchał sobie buzię 
Podał mi paczkę a ja położyłam ją koło siebie. Jak chce jeść to niech się położy jak człowiek. Ja nie będę sprzątać potem po nim. A tłuste plamy źle się spiera. Nie chciałam robić mu wykładu więc włączyłam film i zajęłam się oglądaniem. Kilka minut później chłopak leżał koło mnie i dalej wcinał. Ja też troszkę podjadałam. I nawet nie wiem kiedy zasnęłam. 


Mordki przepraszam bardzo, że rozdział tak późno ale prawie cały weekend nie było mnie w domu a dziś też miałam mało czasu by go napisać. Jednak się udało. Może nie jest tak długi jak niektóre ale jestem z niego zadowolona. Wiele osób pod poprzednim rozdziałem pisało, że Paulina nie może być chora. Ja nie mogę Wam nic obiecać. Ale powiem tak, chcieliście akcji to ją macie. To nie koniec moich pomysłów. Dobra, koniec tego pisania głupiego xD Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał =D

Pozdrawiam mordki <3

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 44

Perspektywa Janka

- Jak ją dotkniesz do nogi z dupy Ci powyrywam i tak Ci tutkę obiję, że własna matka Cię nie pozna. Ty cholero jedna, wypierdalaj stąd bo Cię zabiję. 
- Co się dzieje? - usłyszałem głos Pauliny
- On Cię dotykał tak jak mogę tylko ja. Zaraz mu ukręcę te łapy. 
- Janek ogarnij się. 
- Co Ty gadasz?
- Tobie się to śniło. 
- Serio?
- Tak. Krzyczałeś, że zabijesz jakiegoś faceta. Jesteśmy w Twoim domu, w sypialni, w łóżku. Uspokój się. 
- Chodź tu do mnie. - rozłożyłem ręce aby przytulić dziewczynę
- Jestem przy Tobie. Nikt nie robi mi żadnej krzywdy mój książe. 
- Teraz jestem tego pewny. Ale ten sen był taki realistyczny, aż mnie ciary przechodzą. 
- Nie myśl już o tym i śpij. 
- Co ja bym bez Ciebie zrobił?
- Nie musisz o tym myśleć bo bardzo Cię kocham i nigdzie się nie wybieram. A teraz dasz mi już spać?
- Tak, śpij sobie. I przepraszam, że Cię obudziłem. 
- Nic się nie stało. Śpij dobrze. 
- Dobranoc. 
Po chwili dotarło do moich uszu delikatnie pochrapywanie dziewczyny. Rozśmieszyło mnie to i z uśmiechem na ustach zasnąłem. 

Rano

- Co to tak pachnie? - spytałem się mojej ukochanej
- Mama pewnie robi dla nas śniadanie.
- Kochana.
- Tak samo jak Twoja. 
- Moja jest lepsza. 
- A w łeb chcesz? 
- Nie, dziękuję.
- To dobrze. Bo własna mamusia by Cię nie poznała.
- I poślubiłabyś mnie takiego brzydkiego?
- No nie wiem. - zrobiło mi się przykro - Oczywiście, że tak. Bo masz bardzo dobre serducho i jesteś wspaniałym człowiekiem. 
- Ale nie uszkodzisz mojej pięknej twarzy?
- Na razie nie zasłużyłeś na to. 
- Cieszę się. To idziemy na dół?
- Tak bo jestem strasznie głodna. 
- To mnie nie zjedz. 
- Nie pojadałabym sobie. Sama skóra i kości. 
- Niebawem będą tu mięśnie.
- Ja to Twoje niebawem już znam. Prędzej ja będę miała kaloryfer na brzuchu niż Ty bicka. 
- No wiesz co?! Tak we mnie nie wierzyć.
- Ja wierzę w Ciebie tylko Cię znam. I wiem, że zanim się weźmiesz do roboty to minie kilka dobrych miesięcy. 
- Dzieci, chodźcie na dół. Mam do Was ważną sprawę. - przestraszyliśmy się trochę więc zbiegliśmy szybko na dół
- O co chodzi? - spytałem się mamy Pauli
- Nie ma Oli.
- Sprawdzała Pani wszystkie pomieszczenia? 
- Tak. Oleńka znikła, przepadła jak kamień w wodę. 
- Znajdziemy ją. Ma Pani jakieś aktualne zdjęcie małej?
- Tak, zaraz je znajdę. 
- Dobrze, to my idziemy się przebrać i naszykować do wyjścia. 
- Tylko zejdzie zaraz na śniadanie.
- Oczywiście. 
Zebraliśmy się szybko, chyba najszybciej w życiu. W przyśpieszonym tempie zjedliśmy śniadanie i wybiegliśmy z domu. Wzięliśmy w międzyczasie zdjęcie Oli i skierowaliśmy swoje kroki do samochodu. Po chwili byliśmy już w drodze na komisariat policji. Zgłosiliśmy zaginięcie mojej siostry. Powiedzieli, że zaczną jej szukać ale wiedziałem, że Paulina im nie wierzy. Zaczęliśmy więc szukać jej na własną rękę. Zaczęliśmy od galerii handlowych. W tym czasie jej mama obdzwaniała wszystkie szpitale w mieście. Następnie znaleźliśmy się w naszym parku. Już mieliśmy go opuszczać gdy na ławce ujrzeliśmy osobę podobną do Oleńki. Podbiegłem tam szybko.
- Paula, to ona! - krzyczałem do mojej dziewczyny
- Mała, czemu uciekłaś? - spytałem się dziewczynki 
- Wy mnie nie lubicie. Nie rozumiem po co tu jestem. 
- Twój dziadek umiera, Twoja mama chciała go odwiedzić więc tu przyjechała. A ja jeszcze nie miałem okazji Cię poznać. Więc nie mów, że Cię nie lubię. A Twoja siostra i mama bardzo Cię kochają. Zresztą posiedź tu z Pauliną a ja zadzwonię do Twojej mamy bo bardzo się denerwuje i martwi o Ciebie. 
Zostawiłem dziewczyny razem i wybrałem numer do ich mamy.
- Proszę Pani, Ola się znalazła.
- O matko! To dobrze. Gdzie była?
- W parku niedaleko naszego domu. Za jakieś dwadzieścia minut będziemy. 
- Dziękuję Wam bardzo. 
- Nie ma za co. - rozłączyłem się
- Dziewczyny, wracamy do domu i to raz dwa. Bo zimno jest. 
W tym momencie Paulinka ściągnęła swoją bluzę i dała Oli. Ja jako gentelman dałem mojej dziewczynie moją bluzę. Chciała mi ją oddać lecz protestowałem. W końcu ją ubrała. Wyglądała zabawnie a zarazem uroczo. 
- Szybciej drogie Panie bo ja tu marznę. 
- To biegnij do domu. Nam jest ciepło. 
- Ale Wam dobrze.
- Ok, pójdziemy szybciej. Żebyś się mi tu nie rozchorował. Bo nie ma nic gorszego niż chory facet w domu. Pilota mu podaj, przykryj kocem, herbatę zrób. Lataj wokół niego bo taki obłożnie chory jest i tyłka nie może ruszyć. 
- Coś w tym jest misia. A jak będę chory to zajmiesz się mną?
- Oczywiście, że tak. Albo zawiozę Cię do Twojej mamy. 
- Nie, tylko nie to. Ona nie da mi leżeć.
- Ze mną też nie będzie leżenia cały dzień.
- Ale wolę spędzać czas z Tobą. 
- Awww, to takie słodkie. A co z Twoją siłownią? 
- Nic.
- To może ja Ci trening zorganizuję, co?
- Poproszę. 
- Dobrze. Wyćwiczę Cię tak, że przez problemu będziesz nosić mnie na rękach. 
- Wszystko robisz pod siebie?
- Nie. Ale za jakiś czas ten trening zaowocuje siłą oraz lepszym samopoczuciem. Uwierz mi. 
- Długo tak będziecie jeszcze stać pod tymi drzwiami? - naszą rozmowę przerwała Ola
- Nie, już idziemy. A Ty biegnij do mamy i ją przeproś. - powiedziała Paulina - Jak wejdziemy do domu to chodź na górę. Muszę Ci coś powiedzieć. 
- Zaczynam się bać. - powiedziałem gdy wchodziliśmy po schodach - O co chodzi?
- No bo robiłam badania, tak? I...
- I co? - ponaglałem dziewczynę
- Muszę zrobić dokładniejsze badania ponieważ mogę mieć nowotwór. Lekarze wykryli jakiś guzek. Ale nie wiadomo czy jest złośliwy. - moja dziewczyna się rozpłakała
- Kochanie, cokolwiek by się działo będę przy Tobie. Ale wierzę w to, że jesteś zdrowa. - przytuliłem ją mocno - A kiedy masz te badania?
- Jutro o 10. 
- Pójdę z Tobą. 
- Dziękuję. 
- Zostań tu. Ja zaraz wrócę. 
- Tylko nie mów nic mamie, błagam.
- Nie powiem. Idę po żelki. 
- Kocham Cię bardzo. 
- Ja Ciebie też. Połóż się skarbie. 
Zszedłem na dół, wziąłem jedzonko i poprosiłem naszych gości, żeby zajęli się sami sobą. Wróciłem szybciutko do Pauli i przytuliłem się do niej. Ona wtuliła się we mnie i szlochała w moją koszulkę. Leżeliśmy tak a ja myślałem o tym co będzie jeżeli ona będzie miała raka i umrze. Ja tego nie przeżyje. Tak bardzo ją kocham. Chcę wziąć z nią ślub, mieć dzieci i zamieszkać w naszym wspólnym domu. Nie chcę żeby ona chorowała. To za dużo dla mnie. Zawsze miałem spokój w życiu a tu nagle wszystko się poprzewracało do góry nogami. Leżeliśmy tak wtuleni w siebie. Paulinka się już uspokajała a ja robiłem wszystko by również opanować emocje. 
- Co mogę dla Ciebie skarbie zrobić?
- Zabijesz mnie jak Ci powiem.
- Nie zrobię tego i mów. 
- Pójdziesz kupić świeże truskawki?
- Serio?
- Tak, mam taką zachciankę. To pójdziesz?
- Ok, już się zbieram. A Ty popraw makijaż, uśmiech na buzię i wszystko będzie dobrze. - dałem jej buziaka - Za pół godziny jestem z powrotem. 
- Będę czekać. 
Wyszedłem z domu zostawiając Paulę pod opieką jej mamy, której powiedziałem, iż dziewczyna zasnęła. Chciałem by miała trochę spokoju.

Perspektywa Pauliny 

Jaś poszedł do truskawki a ja leżałam i myślałam co to będzie jeżeli okaże się, że naprawdę jestem chora. Ja się załamię wtedy. A co będzie z Jankiem? Widzę, iż jest teraz smutny i ledwo sobie radzi z myślą, że może mnie stracić. Błagam żeby to nie była prawda. Chcę być zdrowa. Wierzę w to, iż ten guz nie jest złośliwy i nie zagraża mojemu życiu. Mam takie plany na przyszłość. A nagle wszystko legło w gruzach. Ja wiem, że dziadek jest chory. Ale czemu ja? Jestem jeszcze młoda, tyle życia przede mną. Mam wrażenie, że to wszystko to jakiś cholerny koszmar z którego nie mogę się wybudzić. A za jakiś czas wszystko zniknie oraz nie będę miała żadnego guzka w ciele. Uszczypnęłam się właśnie bardzo mocno i oprócz bolącego śladu nic się nie zmieniło. Znajduję się na łóżku, wyglądam jak potwór a moje życie jest w cholernej rozsypce. Dobrze, iż mam Jaśka przy sobie. Bez niego nie poradziłabym sobie. Wiem, że bardzo mnie kocha i mogę na niego liczyć w tej ciężkiej dla nas sytuacji. Postanowiłam nie mówić nic mamie póki nie będę mieć pewności czy choruję na nowotwór. Tak będzie lepiej. Ja będę spokojniejsza a mamusia ma już wystarczająco dużo zmartwień. Choroba dziadka, niesforna młodsza córka. Nie mogę jej dobijać, nie teraz. Ona sobie niczym na to nie zasłużyła. Wystarczająco dużo w życiu już przeszła. Z moich oczu znowu wydostały się łzy. Jest to silniejsze ode mnie. Jedynie w taki sposób pozbywam się uczuć z głębi serducha. Leżałam tak i czekałam na powrót mojego chłopaka. Długo oczekiwać nie musiałam. Po kilku minutach pojawił się z bitą śmietaną, cukrem i miską pełną truskawek. 
- Już jestem skarbie. 
- Słyszałam jak szedłeś po schodach. Co u mamy i Oli?
- Rozmawiają. Pewnie Twoja mama tłumaczy jej, że źle się zachowała rano. 
- To dobrze, ja już jej nagadałam na polu wystarczająco. 
- Widziałem, ewidentnie się Ciebie bała. 
- Wiesz, może trochę przegięłam ale naprawdę się zdenerwowałam i martwiłam o nią. Gdybyśmy jej nie odnaleźli to nie wybaczyłabym sobie tego. 
- Na szczęście odnalazła się. A teraz przestań o tym myśleć o wcinaj. - podstawił mi pod nos owoce 
- Dziękuję. 
- Za co?
- Za owoce, za wsparcie, za to, że jesteś. Kocham Cię bardzo. 
- Paula Ty będziesz żyć, rozumiesz? Nie pozwolę na to żebyś odeszła. 
- Skąd Ty?
- Wiem kiedy się denerwujesz. Wtedy pukasz tak paznokciami w nogi. 
- Czytasz ze mnie jak w otwartej księgi. 
- Jeszcze nie znam Cię tak dobrze. Ale niektóre zachowania rozpoznaję. Nie oszukasz mnie, że nie jesteś smutna albo zła bo ja to widzę. 
- To dobrze, chyba. A truskawki są pyszne. 
- Cieszę się, że Ci smakują. 
- Ty też jedz. - zaczęłam karmić Jaśka 
- Bardzo dobre. - zaśmiał się, wziął truskawkę do ręki, nałożył na nią bitą śmietanę i ubrudził mi nią twarz
- Teraz to zacząłeś wojnę. - oddałam mu 
- Tak pogrywasz? Ok, - wiedziałam, że zaraz będę cała w śmietanie
Stało się to czego się spodziewałam. Cała moja twarz była bitej śmietanie. A Jaś zadowolony z siebie jadł dalej truskawki.
- Mam ochotę wytrzeć się w Twoją koszulkę ale chyba ją oszczędzę. 
- Dziękuję bardzo, że jesteś taka łaskawa. - ta ironia mnie kiedyś dobije - A śmietana z Twojej twarz również jest bardzo smaczna.
- Ale Ty dziwny jesteś. Siedź tu i nie zjedz wszystkiego a ja idę przemyć twarz bo o maseczce z bitej śmietany jeszcze nie słyszałam.
- Dobrze. 
Wyszłam z pokoju mając nadzieję, że nie natknę się na mamę. Nie mam ochoty z nią rozmawiać, nie jestem gotowa by udawać, iż się nie denerwuję. Przeszłam więc po cichu do łazienki, przemyłam twarz i w ekspresowym tempie wróciłam do sypialni. Nie uwierzycie do ten baran wymyślił. Tak głupi to tylko on może być. Leżałam z podwiniętą koszulką i układał serduszko z truskawek na moim brzuchu. No nie mogę, zaraz padnę ze śmiechu. Janek zawsze coś odwali. 
- Co Ty robisz? - spytałam się 
- Cśśś, nie ruszaj się bo zepsujesz moją pracę. 
- Czemu marnujesz truskawki?
- Nie marnuję. Zaraz nałożę na nie śmietanę, posypię jeszcze cukrem i zjem. 
- Żartujesz?!
- Nie, mówię bardzo poważnie. 
- Głuptasie Ty mój. Z Tobą zawsze jest zabawnie. 
- I za to mnie kochasz.
- Po części. I pośpiesz się, plecy mnie już bolą. 
- Dobrze mordko. Daj mi jeszcze chwilę. 
Po kilku minutach truskawkowe serce zdobiło brzuch. Jaś zrobił zdjęcie na pamiątkę i zaczął wcinać. Musiał położyć swoje ręce na moim brzuszku ponieważ ciągle się śmiałam i nie mógł. Po jakiś dwudziestu minutach nie było na mnie ani jednego owocu. A bita śmietana, która pozostała została zlizana przez Janka. Było to bardzo dziwne lecz miłe uczucie. Gdy mogłam już zakryć cały swój tułów bluzką dotarło do nas wołanie.
- Zapraszam na obiad! - aż mi się głupio zrobiło
- Dobrze mamo, zaraz będziemy. - krzyknęłam i wstałam z łóżka - Ani słowa o jutrzejszych badaniach bo zabiję. - wyszeptałam do ucha Jaśka 
- Oczywiście. - posłał mi jeden ze swoich popisowych uśmiechów
Wzięłam jeszcze kilka głębokich wdechów na uspokojenie i wyszliśmy z pokoju aby udać się na dół i zjeść posiłek. 


I jak się podoba rozdział mordki? Myślicie, że Paulina jest chora? A co z końcówką rozdziału i akcją z truskawkami, spodobała się? Bo ja sporo się uśmiałam jak ją pisałam. 

Pozdrawiam mordki <3