Dziękuję bardzo za nominacje blogowi http://mlodapiszebloga.blogspot.com/
Pytania do mnie:
1. Skąd wziął się pomysł na opowiadanie?
Czytałam kilka ff o Jaśku i wpadłam na pomysł, że sama mogę mieć swoje. Pomyślałam więc trochę nad fabułą i tak oto powstał.
2. Wymień swoją piąteczkę ulubionych youtuberów.
Naruciak
ReZigiusz
Karolek
RedLipstickMonster
Boogiesielver
3. Czy wiesz jak skończyć swoje opowiadanie?
Tak, mam już plan na zakończenie.
4. Jaki masz styl ubierania się?
Taki mój, wiem w czym dobrze wyglądam i pewnych zasad staram się trzymać.
5. Jak byś zareagowała kiedy ujrzałabyś swojego idola?
Pewnie z wielkim bananem na twarzy i trzęsącymi rękami podeszłabym do niego żeby się przywitać, zrobić sobie zdjęcie i zdobyć autograf.
6.O której porze dnia najczęściej masz ochotę na pisanie?
A to bardzo różnie, nie mam określonej pory.
7. Ile masz w domu pluszaków?
Dużo xD
8. Czym jest dla ciebie prowadzenie bloga? Obowiązkiem czy zabawą?
Kurczaki, jest jednym i drugim za razem. Bo wiem, że muszę napisać dla Was rozdział, wstawić go, odpowiadać na komentarze. Ale z drugiej strony nie zmuszam się do pisania, jest to dla mnie fajna zabawa i urozmaicenie.
9.Twój ulubiony gatunek muzyki?
Chyba wszystkie oprócz housa i takiego mocnego rocka.
10. Twoja ulubiona postać z twojego opowiadania?
Tak szczerze to nie mam ulubionej postaci, wszystkie kocham tak samo.
Nominuję blogi:
http://ftafzod.blogspot.com/
http://tylkonienawisc.blogspot.com/
http://hope-life-multi-fanfiction.blogspot.com/
http://opowiadanie-rembol.blogspot.com/
http://thankyou-rezi.blogspot.com/
http://taka-sama.blogspot.com/
http://jdabrowsky-love-story.blogspot.com/
Pytania do Was:
1. Co zmotywowało cię do założenia bloga?
2. Jaki jest Twój ulubiony YouTube'r?
3. Za co lubisz swojego ulubionego YouTube'ra?
4. Gdybyś mogła zrobić jedną szaloną rzecz w swoim życiu co by to było?
5. Twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?
6. Twoją postać kreujesz w wyobraźni czy kimś się wzorujesz?
7. Masz jakąś ulubioną, szczególną piosenkę?
8. Co jest twoim największym marzeniem?
9. Czemu masz bloga i skąd czerpiesz pomysły na niego?
10. Masz jakieś zwierzę?
11. Jak mijają ci wakacje?
środa, 22 lipca 2015
czwartek, 16 lipca 2015
Przeprosiny
Kochani, należą się Wam wyjaśnienia czemu nie pojawia się rozdział. Tak więc pokomplikowało mi się trochę życie, przerosło mnie sporo spraw, nawarstwiły się problemy i już nie wyrabiam. Od tygodnia nie wiem co ze sobą zrobić. Nie ma dnia żebym nie płakała i nie myślała nad sensem mojego dalszego życia. W takim stanie niestety nie jestem w stanie nic sklecić. Jest mi bardzo przykro, że znowu zawodzę, znowu nie ma mnie na blogu. Postaram się jak najszybciej pozbierać i wrócić na bloga z nowym rozdziałem.
Bardzo Was przepraszam.
Mam nadzieję, że zaczekacie na mój powrót.
Pamiętajcie, że zawsze będziecie moimi mordkami.
Pozdrawiam kochani <3
Bardzo Was przepraszam.
Mam nadzieję, że zaczekacie na mój powrót.
Pamiętajcie, że zawsze będziecie moimi mordkami.
Pozdrawiam kochani <3
piątek, 10 lipca 2015
Rozdział 62
Rozdział ten dedykuję Oli Węgiel. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin mordko! Spełnienia wszystkich marzeń!
8 rano
Perspektywa Janka
Właśnie zaparkowałem auto na podjeździe pod moim domem. Mama wysiadła a ja zaprowadziłem ją do domu. Weszliśmy i zostawiliśmy swoje buty oraz kurtki w przedpokoju. Udaliśmy się następnie do kuchni gdzie siedziała moja dziewczyna.
- Dzień dobry. - przywitała się z moją mamą
- Miło jest widzieć moją przyszłą synową.
- Jaś czy ja o czymś nie wiem? - spytała się mnie
- Nie wiem o czym mówisz. - zacząłem się śmiać - Możesz zrobić śniadanie?
- Tak. Czy jajecznica państwu odpowiada.
- Oczywiście. - odpowiedziała moja mama
Zaprowadziłem ją do łazienki aby umyła ręce. Sam poszedłem na górę aby się przebrać w wygodniejsze ciuchy.
Chwilę później zszedłem na dół. Moja mama wraz z dziewczyną siedziały przy wyspie i jadły jajecznicę. Sam nałożyłem sobie to co zostało na patelni a następnie dołączyłem do kobiet. Szybko zjedliśmy a ja pozmywałem po posiłku. Trzeba było przecież pokazać jak świetnie sobie radzę.
Perspektywa Pauliny
Po zjedzeniu posiłku przeniosłam się z mamą Jaśka na sofę. Aby zapełnić tą niezręczną ciszę postanowiłam zadać jakieś pytanie.
- Na ile czasu Pani przyjechała?
- Na jakieś 3 może 4 dni. Więcej czasu niestety nie mam. Pewnie wiesz, że brat Janka bierze ślub, muszę im pomóc trochę.
- To naturalne. Ale i tak cieszę się, że znalazła Pani czas aby do nas przyjechać. I poznać przy okazji moją mamę oraz siostrę.
- A właśnie, gdzie one się znajdują?
- Zapewne jeszcze śpią. Pozwoli Pani, że pójdę na górę i sprawdzę.
- Dobrze dziecko.
Wstałam więc z sofy i udałam się na górę. Swoje kroki skierowałam do pokoju w którym powinna znajdować się moja rodzina. Zapukałam i weszłam. Moim oczom ukazały się walizki.
- Pakujcie się?
- Tak, o 19 mamy samolot przecież.
- No tak, zgadza się. To może Wam pomogę bo mama Jasia już przyjechała i chce Was poznać.
- O, to dobra. Tu są bluzki i spodnie które trzeba spakować. A ja się pójdę umyć.
- Spoczko.
Mama wyszła z pokoju a ja zabrałam się za pakowanie ich rzeczy. Powygłupiałam się jeszcze z Olą i po upewnieniu się, że zabrały wszystko zamknęłam walizki. Postawiłam je przy drzwiach i ściągnęłam pościel. Muszę przecież ją zmienić żeby mama mojego chłopaka mogła tu spać. W między czasie wróciła moja rodzicielka a ja poprosiłam ją żeby zeszła na dół. Nie chciałam im przeszkadzać więc zabrałam się za ścieranie kurzy oraz odkurzanie. Zajęło mi to pół godziny. Pokój lśnił czystością i ze spokojnym sumieniem mogłam pozwolić na to by mama Janka Pacanka tam spała. Zadowolona ze swojej pracy poszłam umyć ręce i zeszłam na dół. Gdy byłam na schodach udało mi się dosłyszeć fragment rozmowy.
- Ja Panią skądś kojarzę. - powiedziała mama Jaśka
- A mogłaby Pani jaśniej? - odparła na to moja mama
- Czy nie chodziła Pani do liceum nr 2 w Krakowie?
- Chodziłam. Ale co to ma do rzeczy?
- Możliwe, że chodziłyśmy do tej samej klasy. Jak brzmi Pani panieńskie nazwisko? - mama podała swoje nazwisko - Jestem pewna, chodziłyśmy do jednej klasy.
- Jakoś Ciebie nie pamiętam, o przepraszam Pani.
- Nic się nie dzieje, możemy mówić sobie na Ty. - podały sobie dłonie i powiedziały swoje imiona
Ja prześlizgnęłam się do kuchni cały czas nie mogąc uwierzyć w to co zobaczyłam i usłyszałam. W tym szoku zabrałam się za przygotowywanie kurczaka. Chcę upiec go w piekarniku. Jak Jaś zauważył, że biorę się za robienie obiadu zaoferował pomoc. Z chęcią ją przyjęłam. Po godzinie kurczak się piekł. W tym czasie trzeba było obrać ziemniaki i zrobić sałatkę. To pierwsze zleciłam mojemu chłopakowi a za dodatek do obiadu zabrałam się sama. Po 40 minutach sałatka była gotowa a ziemniaki się gotowały. Usiadłam więc sobie przy wyspie i zaczęłam się zastanawiać jak to teraz będzie. Nasze mamy się polubiły, okazało się, że się znają. A jak kiedyś w naszym związku pójdzie coś nie tak i się rozstaniemy. Nie dadzą nam wtedy spokoju pewnie. Ale dość zamartwiania się na przyszłość, mam dosyć teraźniejszych problemów. Dziadek, praca, budowa domu. Tyle rzeczy zaprząta moją głowę a ja jeszcze chcę sobie dokładać. Moje przemyślenia przerwał zapach dochodzący z piekarnika, który wskazywał na to, że kurczak jest już gotowy. Wyjęłam go więc, ziemniaki przełożyłam do miski i położyłam wszystko na stole. Następnie rozłożyłam talerze, sztućce oraz serwetki. Gdy wszystko było gotowe zawołałam zajęte rozmową kobiety, moją siostrą oraz mojego chłopaka na obiad.
Rozdział taki krótszy bo migrena mnie męczy. Ale mam nadzieję, że mimo to się Wam spodoba. Dziękuję bardzo za tak liczne komentarze pod poprzedni rozdziałem. Miło mnie zaskoczyliście. I oby tak dalej, jestem z Was dumna =)
Pozdrawiam mordki <3
8 rano
Perspektywa Janka
Właśnie zaparkowałem auto na podjeździe pod moim domem. Mama wysiadła a ja zaprowadziłem ją do domu. Weszliśmy i zostawiliśmy swoje buty oraz kurtki w przedpokoju. Udaliśmy się następnie do kuchni gdzie siedziała moja dziewczyna.
- Dzień dobry. - przywitała się z moją mamą
- Miło jest widzieć moją przyszłą synową.
- Jaś czy ja o czymś nie wiem? - spytała się mnie
- Nie wiem o czym mówisz. - zacząłem się śmiać - Możesz zrobić śniadanie?
- Tak. Czy jajecznica państwu odpowiada.
- Oczywiście. - odpowiedziała moja mama
Zaprowadziłem ją do łazienki aby umyła ręce. Sam poszedłem na górę aby się przebrać w wygodniejsze ciuchy.
Chwilę później zszedłem na dół. Moja mama wraz z dziewczyną siedziały przy wyspie i jadły jajecznicę. Sam nałożyłem sobie to co zostało na patelni a następnie dołączyłem do kobiet. Szybko zjedliśmy a ja pozmywałem po posiłku. Trzeba było przecież pokazać jak świetnie sobie radzę.
Perspektywa Pauliny
Po zjedzeniu posiłku przeniosłam się z mamą Jaśka na sofę. Aby zapełnić tą niezręczną ciszę postanowiłam zadać jakieś pytanie.
- Na ile czasu Pani przyjechała?
- Na jakieś 3 może 4 dni. Więcej czasu niestety nie mam. Pewnie wiesz, że brat Janka bierze ślub, muszę im pomóc trochę.
- To naturalne. Ale i tak cieszę się, że znalazła Pani czas aby do nas przyjechać. I poznać przy okazji moją mamę oraz siostrę.
- A właśnie, gdzie one się znajdują?
- Zapewne jeszcze śpią. Pozwoli Pani, że pójdę na górę i sprawdzę.
- Dobrze dziecko.
Wstałam więc z sofy i udałam się na górę. Swoje kroki skierowałam do pokoju w którym powinna znajdować się moja rodzina. Zapukałam i weszłam. Moim oczom ukazały się walizki.
- Pakujcie się?
- Tak, o 19 mamy samolot przecież.
- No tak, zgadza się. To może Wam pomogę bo mama Jasia już przyjechała i chce Was poznać.
- O, to dobra. Tu są bluzki i spodnie które trzeba spakować. A ja się pójdę umyć.
- Spoczko.
Mama wyszła z pokoju a ja zabrałam się za pakowanie ich rzeczy. Powygłupiałam się jeszcze z Olą i po upewnieniu się, że zabrały wszystko zamknęłam walizki. Postawiłam je przy drzwiach i ściągnęłam pościel. Muszę przecież ją zmienić żeby mama mojego chłopaka mogła tu spać. W między czasie wróciła moja rodzicielka a ja poprosiłam ją żeby zeszła na dół. Nie chciałam im przeszkadzać więc zabrałam się za ścieranie kurzy oraz odkurzanie. Zajęło mi to pół godziny. Pokój lśnił czystością i ze spokojnym sumieniem mogłam pozwolić na to by mama Janka Pacanka tam spała. Zadowolona ze swojej pracy poszłam umyć ręce i zeszłam na dół. Gdy byłam na schodach udało mi się dosłyszeć fragment rozmowy.
- Ja Panią skądś kojarzę. - powiedziała mama Jaśka
- A mogłaby Pani jaśniej? - odparła na to moja mama
- Czy nie chodziła Pani do liceum nr 2 w Krakowie?
- Chodziłam. Ale co to ma do rzeczy?
- Możliwe, że chodziłyśmy do tej samej klasy. Jak brzmi Pani panieńskie nazwisko? - mama podała swoje nazwisko - Jestem pewna, chodziłyśmy do jednej klasy.
- Jakoś Ciebie nie pamiętam, o przepraszam Pani.
- Nic się nie dzieje, możemy mówić sobie na Ty. - podały sobie dłonie i powiedziały swoje imiona
Ja prześlizgnęłam się do kuchni cały czas nie mogąc uwierzyć w to co zobaczyłam i usłyszałam. W tym szoku zabrałam się za przygotowywanie kurczaka. Chcę upiec go w piekarniku. Jak Jaś zauważył, że biorę się za robienie obiadu zaoferował pomoc. Z chęcią ją przyjęłam. Po godzinie kurczak się piekł. W tym czasie trzeba było obrać ziemniaki i zrobić sałatkę. To pierwsze zleciłam mojemu chłopakowi a za dodatek do obiadu zabrałam się sama. Po 40 minutach sałatka była gotowa a ziemniaki się gotowały. Usiadłam więc sobie przy wyspie i zaczęłam się zastanawiać jak to teraz będzie. Nasze mamy się polubiły, okazało się, że się znają. A jak kiedyś w naszym związku pójdzie coś nie tak i się rozstaniemy. Nie dadzą nam wtedy spokoju pewnie. Ale dość zamartwiania się na przyszłość, mam dosyć teraźniejszych problemów. Dziadek, praca, budowa domu. Tyle rzeczy zaprząta moją głowę a ja jeszcze chcę sobie dokładać. Moje przemyślenia przerwał zapach dochodzący z piekarnika, który wskazywał na to, że kurczak jest już gotowy. Wyjęłam go więc, ziemniaki przełożyłam do miski i położyłam wszystko na stole. Następnie rozłożyłam talerze, sztućce oraz serwetki. Gdy wszystko było gotowe zawołałam zajęte rozmową kobiety, moją siostrą oraz mojego chłopaka na obiad.
Rozdział taki krótszy bo migrena mnie męczy. Ale mam nadzieję, że mimo to się Wam spodoba. Dziękuję bardzo za tak liczne komentarze pod poprzedni rozdziałem. Miło mnie zaskoczyliście. I oby tak dalej, jestem z Was dumna =)
Pozdrawiam mordki <3
wtorek, 7 lipca 2015
Rozdział 61
BARDZO WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM DOTYCZĄCA CZĘSTOTLIWOŚCI POJAWIANIA SIĘ ROZDZIAŁÓW. PRZECZYTAJCIE!!
Nie wiedziałam, że nagrywanie jednej z gier mojego dzieciństwa tylko w nowszej wersji może być takie zabawne. Te komentarze Janka jak budowałam dom w Sims'ach i jego postacie były bardzo zabawne. Po godzinie śmiechu i gry doszliśmy do wniosku, że wystarczy materiału na odcinek. Jednak Jaśkowi nie chciało się go teraz montować więc powyłączał wszystko i udaliśmy się na dół. Z lodówki wyjęłam po puszce Sprite'a a następnie usiedliśmy na sofie. Nie nacieszyliśmy jednak za długo odpoczynkiem ponieważ robotnicy skończyli swoją pracę i Jaś musiał do nich iść. Po kilku minutach zszedł razem z nimi na dół. Grzecznie się pożegnali i wyszli. Wywaliłam się więc na sofie ponieważ głowa mnie rozbolała.
- Zrobisz sobie sam kolację? - spytałam się chłopaka
- Oczywiście. Jajecznicę zrobię.
- A zadzwonisz jeszcze do mojej mamy gdzie jest? Bo zaczynam się o nią martwić.
- Nie ma problemu. A co się dzieje?
- Migrena mnie dorwała, idę się położyć. A Ty sobie zjedz i zbieraj się do spania bo rano musisz wstać wcześnie.
- Dobrze. A Ty idź się położyć jak głowa Cię boli. Za chwilę przyniosę Ci tabletkę.
- Ja mam swoje, rozpoznasz je po okrągłym opakowaniu. Jedno takie jest w łazience.
- Ok, to za chwilę będę u Ciebie. Wraz ze szklanką wody i kolacją.
- Ale nie chcę jeść. Nie dam rady, odpycha mnie. Jak głowa przestanie mnie boleć to coś zjem, obiecuję.
- Trzymam Cię za słowo.
Po słowach chłopaka poszłam na górę, przebrałam się w piżamę, zasunęłam zasłony ponieważ przeszkadzało mi słońce a następnie położyłam się na plecach z zamkniętymi oczami. Kilka minut później Jasiek pojawił się koło mnie z lekiem praz szklanką z wodą. Zażyłam tabletkę i położyłam się ponownie. Gdy już zasypiałam usłyszałam dźwięk zamykania drzwi wejściowych do domu. Pewnie to mama wraz z Olą. Spokojna o to, iż są bezpieczne poszłam spać.
Perspektywa Janka
Żal mi Pauli. Jak widzę jak ona cierpi chciałbym przejąć ten ból żeby ona nie męczyła się. Smuci mnie to, że nie mogę jej pomóc. W taki nastroju zabrałem się za przygotowywanie jajecznicy. Wyjąłem z lodówki jajka, szynkę, pieczarki oraz pomidorki. Na kuchence postawiłem patelnię, nałożyłem na nią trochę masła. Gdy ono się rozpuszczało kroiłem potrzebne składniki. Chwilę później wrzuciłem na patelnię pieczarki aby je podsmażyć, następnie pieczarki a na samym końcu wbiłem dwa jajka oraz posoliłem wszystko. Gdy jedzonko było gotowe wkroiłem do niego pomidory, zamieszałem i przełożyłem na talerz. Ukroiłem sobie również dwie kromki chleba. Posmarowałem go masłem i usiadłem przy wyspie żeby zjeść na spokojnie. Gdy kończyłem posiłek usłyszałem zgrzyt zamka. Po chwili do domu weszła Ola wraz ze swoją mamą obwieszone siatkami. Ciekawy jestem skąd wzięły na to fundusze jak Paulina mówiła, że nie śpią na kasie. Ale to już nie moja sprawa. Poprosiłem je by nie hałasowały bo moja dziewczyna źle się czuję, wytłumaczyłem im, iż jutro przyjeżdża moja mama, umyłem po sobie talerz i poszedłem na górę. Umyłem moje śliczne ząbki, przebrałem się w piżamę, nastawiłem budzik na 5 rano a następnie położyłem się koło Pauli. Spała ona spokojnie więc nie przytulałem się do niej żeby jej nie wybudzić. Obróciłem się na drugi bok, przykryłem kocem i rozmyślając nad tym jak będzie jutro zasnąłem.
Perspektywa Pauliny
5 rano
Jaś zaczął wiercić się na łóżku i obudziłam się. Próbowałam zasnąć ponownie lecz mi to nie wyszło. Wstałam więc leniwie, zjadłam lekkie śniadanie a następnie zabrałam się za sprzątanie domu ponieważ trochę nabałaganiliśmy. A wiedząc, że trochę mi to zajmie bez obijania chwyciłam szmatkę i zaczęłam ścierać kurze. Potem odkurzyłam i umyłam naczynia, które zostały po wczoraj. Gdy skończyłam porządki była 7 rano. Miałam więc jeszcze godzinę do przyjazdu mamy Jasia. Udałam się więc na górę aby się umyć i jakoś wyszykować żeby nie wyglądać jak chodzący trup. Gdy byłam już w łazience rozebrałam się, weszłam do wanny i zaczęłam polewać swoje ciało ciepłą wodą. Kilka minut później wtarłam w nie żel o zapachu czekolady. Spłukałam go po chwili, owinęłam się mięciutkim ręcznikiem i opuściłam wannę. Wytarłam ciało i wmasowałam w nie moje ulubione masło do ciała. Następnie ubrałam taką luźną sukienkę i spięłam włosy w kucyka. Zabrałam się za robienie makijażu. Nałożyłam krem BB, korektor pod oczy, przypudrowałam wszystko oraz wytuszowałam rzęsy. Wszystko zajęło mi godzinę. Zeszłam więc na dół by sprawdzić czy wszystko wygląda i czekałam na przyjazd mamy Janka.
Mordki sama nie wiem co napisać. Tak mi głupio. Moje zdrowie trochę zaczęło szwankować i zostawiłam Was kilka dni bez rozdziału. Bardzo Was za to przepraszam. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tą przerwę i zostaniecie ze mną na tym blogu.
A tak jeszcze co do rozdziałów. Mieliście ankietę na grupie na fb. Mało osób zagłosowało ale wystarczy mi to do ogłoszenia wyników. Tak więc podjęliście decyzję, że rozdziały będą się pojawiać co 3 dni. Dziękuję Wam za to, jest mi to na rękę. Będzie łatwiej mi się wyrobić z pisaniem.
Co do samego rozdziału mam nadzieję, że się Wam spodobał =)
Czekam na Wasze opinie co do niego oraz częstotliwości pojawiania się rozdziałów w komentarzach.
Pozdrawiam mordki <3
Nie wiedziałam, że nagrywanie jednej z gier mojego dzieciństwa tylko w nowszej wersji może być takie zabawne. Te komentarze Janka jak budowałam dom w Sims'ach i jego postacie były bardzo zabawne. Po godzinie śmiechu i gry doszliśmy do wniosku, że wystarczy materiału na odcinek. Jednak Jaśkowi nie chciało się go teraz montować więc powyłączał wszystko i udaliśmy się na dół. Z lodówki wyjęłam po puszce Sprite'a a następnie usiedliśmy na sofie. Nie nacieszyliśmy jednak za długo odpoczynkiem ponieważ robotnicy skończyli swoją pracę i Jaś musiał do nich iść. Po kilku minutach zszedł razem z nimi na dół. Grzecznie się pożegnali i wyszli. Wywaliłam się więc na sofie ponieważ głowa mnie rozbolała.
- Zrobisz sobie sam kolację? - spytałam się chłopaka
- Oczywiście. Jajecznicę zrobię.
- A zadzwonisz jeszcze do mojej mamy gdzie jest? Bo zaczynam się o nią martwić.
- Nie ma problemu. A co się dzieje?
- Migrena mnie dorwała, idę się położyć. A Ty sobie zjedz i zbieraj się do spania bo rano musisz wstać wcześnie.
- Dobrze. A Ty idź się położyć jak głowa Cię boli. Za chwilę przyniosę Ci tabletkę.
- Ja mam swoje, rozpoznasz je po okrągłym opakowaniu. Jedno takie jest w łazience.
- Ok, to za chwilę będę u Ciebie. Wraz ze szklanką wody i kolacją.
- Ale nie chcę jeść. Nie dam rady, odpycha mnie. Jak głowa przestanie mnie boleć to coś zjem, obiecuję.
- Trzymam Cię za słowo.
Po słowach chłopaka poszłam na górę, przebrałam się w piżamę, zasunęłam zasłony ponieważ przeszkadzało mi słońce a następnie położyłam się na plecach z zamkniętymi oczami. Kilka minut później Jasiek pojawił się koło mnie z lekiem praz szklanką z wodą. Zażyłam tabletkę i położyłam się ponownie. Gdy już zasypiałam usłyszałam dźwięk zamykania drzwi wejściowych do domu. Pewnie to mama wraz z Olą. Spokojna o to, iż są bezpieczne poszłam spać.
Perspektywa Janka
Żal mi Pauli. Jak widzę jak ona cierpi chciałbym przejąć ten ból żeby ona nie męczyła się. Smuci mnie to, że nie mogę jej pomóc. W taki nastroju zabrałem się za przygotowywanie jajecznicy. Wyjąłem z lodówki jajka, szynkę, pieczarki oraz pomidorki. Na kuchence postawiłem patelnię, nałożyłem na nią trochę masła. Gdy ono się rozpuszczało kroiłem potrzebne składniki. Chwilę później wrzuciłem na patelnię pieczarki aby je podsmażyć, następnie pieczarki a na samym końcu wbiłem dwa jajka oraz posoliłem wszystko. Gdy jedzonko było gotowe wkroiłem do niego pomidory, zamieszałem i przełożyłem na talerz. Ukroiłem sobie również dwie kromki chleba. Posmarowałem go masłem i usiadłem przy wyspie żeby zjeść na spokojnie. Gdy kończyłem posiłek usłyszałem zgrzyt zamka. Po chwili do domu weszła Ola wraz ze swoją mamą obwieszone siatkami. Ciekawy jestem skąd wzięły na to fundusze jak Paulina mówiła, że nie śpią na kasie. Ale to już nie moja sprawa. Poprosiłem je by nie hałasowały bo moja dziewczyna źle się czuję, wytłumaczyłem im, iż jutro przyjeżdża moja mama, umyłem po sobie talerz i poszedłem na górę. Umyłem moje śliczne ząbki, przebrałem się w piżamę, nastawiłem budzik na 5 rano a następnie położyłem się koło Pauli. Spała ona spokojnie więc nie przytulałem się do niej żeby jej nie wybudzić. Obróciłem się na drugi bok, przykryłem kocem i rozmyślając nad tym jak będzie jutro zasnąłem.
Perspektywa Pauliny
5 rano
Jaś zaczął wiercić się na łóżku i obudziłam się. Próbowałam zasnąć ponownie lecz mi to nie wyszło. Wstałam więc leniwie, zjadłam lekkie śniadanie a następnie zabrałam się za sprzątanie domu ponieważ trochę nabałaganiliśmy. A wiedząc, że trochę mi to zajmie bez obijania chwyciłam szmatkę i zaczęłam ścierać kurze. Potem odkurzyłam i umyłam naczynia, które zostały po wczoraj. Gdy skończyłam porządki była 7 rano. Miałam więc jeszcze godzinę do przyjazdu mamy Jasia. Udałam się więc na górę aby się umyć i jakoś wyszykować żeby nie wyglądać jak chodzący trup. Gdy byłam już w łazience rozebrałam się, weszłam do wanny i zaczęłam polewać swoje ciało ciepłą wodą. Kilka minut później wtarłam w nie żel o zapachu czekolady. Spłukałam go po chwili, owinęłam się mięciutkim ręcznikiem i opuściłam wannę. Wytarłam ciało i wmasowałam w nie moje ulubione masło do ciała. Następnie ubrałam taką luźną sukienkę i spięłam włosy w kucyka. Zabrałam się za robienie makijażu. Nałożyłam krem BB, korektor pod oczy, przypudrowałam wszystko oraz wytuszowałam rzęsy. Wszystko zajęło mi godzinę. Zeszłam więc na dół by sprawdzić czy wszystko wygląda i czekałam na przyjazd mamy Janka.
Mordki sama nie wiem co napisać. Tak mi głupio. Moje zdrowie trochę zaczęło szwankować i zostawiłam Was kilka dni bez rozdziału. Bardzo Was za to przepraszam. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tą przerwę i zostaniecie ze mną na tym blogu.
A tak jeszcze co do rozdziałów. Mieliście ankietę na grupie na fb. Mało osób zagłosowało ale wystarczy mi to do ogłoszenia wyników. Tak więc podjęliście decyzję, że rozdziały będą się pojawiać co 3 dni. Dziękuję Wam za to, jest mi to na rękę. Będzie łatwiej mi się wyrobić z pisaniem.
Co do samego rozdziału mam nadzieję, że się Wam spodobał =)
Czekam na Wasze opinie co do niego oraz częstotliwości pojawiania się rozdziałów w komentarzach.
Pozdrawiam mordki <3
czwartek, 2 lipca 2015
Rozdział 60
Perspektywa Janka
Gdy tylko usłyszałem huk pobiegłem na górę mówiąc Pauli żeby nie szła tam. Mam nadzieję, że nic wielkiego się nie stało i nie napotkam tam żadnego trupa. Wydawali się tacy porządni a tu odwalają coś takiego. Po chwili dobijania się do drzwi otworzyli a to co tam zobaczyłem wprawiło mnie w osłupienie. Na ziemi leżał żyrandol, cały porozwalany.
- Jak to się stało? - spytałem choć nie za bardzo chciałem wiedzieć
- Chcieliśmy ściągnąć lampę lecz coś nam nie wyszło i spadła. Przepraszamy bardzo.
- A Wam nic się nie stało?
- Nie, ani jednego zadraśnięcia nie mamy.
- To dobrze. Macie szczęście, że nowa lampa przyjeżdża jutro. Inaczej byłoby z Wami ciężko. A teraz proszę uważać bo moja ukochana, dla której jest ten pokój, znajduje się już w domu. Zamknijcie drzwi i nie zostawiajcie tego pokoju otwartego pod żadnym pozorem, to ma być niespodzianka.
- Tak jest szefie.
- A kiedy skończycie?
- Za jakieś dwie godzinki. Właśnie zabieramy się za malowanie drugiej warstwy. Jeszcze posprzątamy po sobie i to będzie koniec naszej pracy.
- Ok. A za tą lampę potrącę Wam z wynagrodzenia.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. Nie uważacie to musicie ponieść konsekwencje. No chyba, że chcecie abym Wam zrobił złą reklamę w mieście.
- Nie, tylko nie to.
- To proszę nie marudzić i do roboty. Bez żadnych wypadków.
- Oczywiście, proszę się nie martwić i pozdrowić ukochaną.
- Oczepcie się od mojej Pauliny.
- A wie Pan, że nadmierna zazdrość szkodzi?
- A wie Pan, że zaraz wylecicie stąd na zbity pysk bez zapłaty za Waszą pracę. - wyszedłem trzaskając drzwiami.
Gdy zeszedłem na dół zauważyłem poddenerwowaną dziewczynę.
- Misia, co się dzieje?
- A co się stało na górze?
- Barany jedne lampę zepsuły, znaczy się zerwały.
- Serio? To kogoś Ty wynajął?
- Ojciec mi ich polecił. Nie wiedziałem, iż są tak źli. Ale to co mieli robić idzie im nawet fajnie.
- Takie mam mieszane uczucia. Bo z tego co wiem to mają pomalować ściany i sufit. Ale jeżeli niszczą przy tym lampę to tak średnio.
- No ja wiem lecz nie sprawiają aż takich wielkich kłopotów, mogę im zapłacić za wykonaną pracę.
- Jak już uważasz, to jest Twój dom i Ty tu rządzisz.
- Kochanie, to jest nasz dom.
- Nie prawda. Nasz to będzie nowy dom. Ten jest Twój a ja tu tylko mieszkam jako Twoja dziewczyna.
- Ok, jak tak się upierasz to nie będę się sprzeczać. A po za tym to dla Ciebie. - podałem jej zakupiony wcześniej bukiet
- Dziękuję bardzo, są śliczne. - dostałem buziaka w podziękowaniu
- Cieszę się, że Ci się podobają.
- Do mamy dzwoniłeś?
- O cholera, zapomniałem.
- To do roboty. A ja zrobię obiad.
- Kochana jesteś.
- Ja wiem. I skromna również. - zaśmiała się
Teraz jestem pewien, że wróciła moja dawna Paula, ta którą pokochałem. Ale żeby nie było, iż przestałem ją kochać. Nic z tych rzeczy. Tylko czułem, że jest coś nie tak. A teraz atmosfera między nami jest luźna, znowu możemy pogadać o wszystkim. I moja zboczone myśli znowu się uaktywniły. Muszę się pilnować aby nie rzucić się na moją dziewczynę oraz nie zedrzeć z niej wszystkich ubrań. Wyszedłbym pewnie na strasznego zboczeńca ale tacy już są faceci, tylko dobrze się z tym kryją. A wracając do tematu, miałem dzwonić do mamy. Wyjąłem więc telefon z kieszeni i wybrałem jej numer.
- Cześć mamuś.
- Coś się stało, że dzwonisz?
- A to musi się coś dziać żeby Twój syn do Ciebie zadzwonił? - zaśmiałem się
- W sumie nie. Tak więc w jakiej sprawie dzwonisz?
- W sprawie Twoich jutrzejszych odwiedzin u nas. Pogadałem z Pauliną i doszliśmy do wniosku, że fajnie by było jakbyś poznała jej mamę oraz siostrę. A one wyjeżdżają jutro popołudniu. Co sądzisz o tym, żebym przyjechał po Ciebie o 8 abyś mogła z nimi chwilę pogadać?
- To nie jest zły pomysł. Ale nie będziesz wstawał dla mnie o 5.
- I tak wstałbym koło tej godziny, bo jutro przywożą meble do pokoju Pauli. Muszę tego dopilnować.
- Dobrze, jeżeli nie jest to dla Ciebie problemem to możesz być po mnie o 8 rano.
- To do zobaczenia jutro. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też synku, pozdrów Paulinkę.
- Dobrze mamo.
I rozłączyła się. Byłem zadowolony, że mój plan wchodzi w życie. Wyślę wszystkie Panie do jakiejś restauracji a ja w tym czasie przygotuję pokój Pauli. Mam tylko nadzieję, że będzie z niego zadowolona, bo mnie bardzo podoba się mój plan wyposażenia tego pomieszczenia.
Perspektywa Pauliny
Zabrałam się za przygotowywanie posiłku gdy mój chłopak miał zadzwonić do swojej mamy. Mam nadzieję, że zgodzi się ona na zaproponowany jej przez nas plan ponieważ chcę by obie mamy się poznały. A jest to jedna z nielicznych takich okazji. Nie wiadomo kiedy nadarzy się kolejna więc fajnie byłoby ją wykorzystać.
- I jak? Gadałeś z mamą? - spytałam się Jasia gdy pojawił się w kuchni
- Tak, zgodziła się abym przyjechał po nią o 8 rano.
- To dobrze.
- A co tam szykujesz pysznego?
- Jajko sadzone, młode ziemniaczki z koperkiem i kefir.
- Oooo, pychotka.
- Weź buzię zamknij. - szturchnęłam go w bok
- A co? Nie mam ładnych ząbków?
- Zęby masz śliczne ale rozpraszasz mnie. Chyba nie chcesz jeść przypalonego obiadu.
- No nie, a zrobisz ze mną jutro kotlety?
- Jak kupisz mięso to mogę Ci pomóc.
- No wiesz co?! Pfff
- Mordko ja nie jestem Twoją służącą tylko dziewczyną. Mogę gotować ale musisz dać coś od siebie a nie tylko wymagać żebym stawiała Ci obiad przed nosem, szczególnie jak pójdziemy do pracy.
- A to nie kobieta powinna zajmować się domem?
- A mężczyzna pracować i jak wróci do domu tu wywalać się na sofie z piwkiem w ręku?
- No bez przesady.
- To nie mów tak o roli kobiet. My też mamy prawo robić kariery.
- Zgadza się. Ale zawsze mówi się, że kobiety to wychowują dzieci, pracują w domu.
- No tak. Ale wkurza mnie uogólnianie. Najchętniej siedziałabym w domu. Lecz muszę mieć za co żyć i musimy mieć za co wybudować dom. Mam swoje oszczędności ale nie pociągnę na nich do końca życia.
- Dobrze kochanie, nie złość się na mnie.
- Ok, już się uspokajam. Nakryjesz do stołu i wyjmiesz kefir z lodówki?
- Spoko. A jak myślisz, dzwonić do Twojej mamy?
- Nie, pewnie zjedzą coś na mieście. Jak poszły na zakupy to nie przeszkadzajmy im.
- W sumie masz rację. Zjemy sobie na spokojnie razem obiad.
- Kiedy ma Florek przyjechać?
- No za jakieś dwa tygodnie. A co?
- Zastanawiam się jak to pogodzić z moimi planami wyjazdu do Krakowa na jakieś dwa tygodnie. A i muszę do kolegi napisać, że nie mogę się z nim spotkać.
- Czyli czeka nas wspólny wieczór?
- Jeżeli mama nie wróci do tej pory wraz z Olą to tak.
- To może nagramy wspólny odcinek na kanał? Co o tym myślisz?
- Fajny pomysł. Tylko muszę się przebrać.
- Spokojnie, ja idę jeszcze na chwilę na górę. - chłopak wstał od stołu
Po chwili wrócił mówiąc, że robotnicy będą jeszcze koło godziny w domu. Poszłam więc na górę przebrać się a jego poprosiłam o posprzątanie ze stołu. Ubrałam sobie jedną z moich ulubionych koszul i udałam się do pokoju do nagrywania. Pomogłam Jaśkowi w rozkładaniu lamp i tła. Później ustawił kamerę, włączył wszelkie programy i zaczęliśmy nagrywać odcinek.
Mordki moje kochane przepraszam bardzo, że rozdział nie pojawił się wczoraj ale tak jak pisałam na grupie było to niezależne ode mnie. Po 22 dopiero znalazłam czas by usiąść przed komputerem i byłam tak zmęczona, że słowa nie chciały się w zdania układać. Pewnie jak zauważyliście, na grupie pojawiło się pytanie odnośnie częstotliwości dodawania postów. Tak więc zapraszam każdego do wzięcia udziału w tej ankiecie, ponieważ to dla mnie bardzo ważne. Mam nadzieję, iż sam rozdział się Wam spodobał =D
A tak jeszcze jak się rozpisuję to muszę podziękować Wam bardzo za wszystkie wyświetlenia, komentarze i za to, że razem dobiliśmy do takiej liczny rozdziałów. Niedawno dziękowałam Wam za 50 rozdziałów, teraz mamy ich już o 10 więcej. Dla mnie to jest jakiś sen i mam nadzieję, że nie obudzę się z niego szybko ponieważ to opowiadanie stało się dla mnie bardzo ważne, a Wy - moi czytelnicy, staliście się prawie jak moja rodzina. I chcę Was również zmotywować do pisania komentarzy. Nie wymagam od Was byście się rozpisywali na 10 linijek, wystarczą mi dwa słowa. Wtedy wiem, że byliście tutaj, przeczytaliście rozdział i nawet się spodobał =) A po za tym źle się pisze jak widzi się spadającą liczbę wyświetleń i komentarzy. Nie wiem czy to ja zrobiłam coś nie tak, że te liczby spadają. Może samo ff znudziło się Wam bo nie ma tu żadnych wybuchów ani istot nie z tego świata. Ale ja właśnie w takim stylu chcę to opowiadanie prowadzić i mam nadzieję, że będę miała go dla kogo pisać.
I podsumowując mój elaborat dziękuję za to, że jesteście i liczę na dalszą "współpracę" =D
Pozdrawiam mordki <3
Gdy tylko usłyszałem huk pobiegłem na górę mówiąc Pauli żeby nie szła tam. Mam nadzieję, że nic wielkiego się nie stało i nie napotkam tam żadnego trupa. Wydawali się tacy porządni a tu odwalają coś takiego. Po chwili dobijania się do drzwi otworzyli a to co tam zobaczyłem wprawiło mnie w osłupienie. Na ziemi leżał żyrandol, cały porozwalany.
- Jak to się stało? - spytałem choć nie za bardzo chciałem wiedzieć
- Chcieliśmy ściągnąć lampę lecz coś nam nie wyszło i spadła. Przepraszamy bardzo.
- A Wam nic się nie stało?
- Nie, ani jednego zadraśnięcia nie mamy.
- To dobrze. Macie szczęście, że nowa lampa przyjeżdża jutro. Inaczej byłoby z Wami ciężko. A teraz proszę uważać bo moja ukochana, dla której jest ten pokój, znajduje się już w domu. Zamknijcie drzwi i nie zostawiajcie tego pokoju otwartego pod żadnym pozorem, to ma być niespodzianka.
- Tak jest szefie.
- A kiedy skończycie?
- Za jakieś dwie godzinki. Właśnie zabieramy się za malowanie drugiej warstwy. Jeszcze posprzątamy po sobie i to będzie koniec naszej pracy.
- Ok. A za tą lampę potrącę Wam z wynagrodzenia.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. Nie uważacie to musicie ponieść konsekwencje. No chyba, że chcecie abym Wam zrobił złą reklamę w mieście.
- Nie, tylko nie to.
- To proszę nie marudzić i do roboty. Bez żadnych wypadków.
- Oczywiście, proszę się nie martwić i pozdrowić ukochaną.
- Oczepcie się od mojej Pauliny.
- A wie Pan, że nadmierna zazdrość szkodzi?
- A wie Pan, że zaraz wylecicie stąd na zbity pysk bez zapłaty za Waszą pracę. - wyszedłem trzaskając drzwiami.
Gdy zeszedłem na dół zauważyłem poddenerwowaną dziewczynę.
- Misia, co się dzieje?
- A co się stało na górze?
- Barany jedne lampę zepsuły, znaczy się zerwały.
- Serio? To kogoś Ty wynajął?
- Ojciec mi ich polecił. Nie wiedziałem, iż są tak źli. Ale to co mieli robić idzie im nawet fajnie.
- Takie mam mieszane uczucia. Bo z tego co wiem to mają pomalować ściany i sufit. Ale jeżeli niszczą przy tym lampę to tak średnio.
- No ja wiem lecz nie sprawiają aż takich wielkich kłopotów, mogę im zapłacić za wykonaną pracę.
- Jak już uważasz, to jest Twój dom i Ty tu rządzisz.
- Kochanie, to jest nasz dom.
- Nie prawda. Nasz to będzie nowy dom. Ten jest Twój a ja tu tylko mieszkam jako Twoja dziewczyna.
- Ok, jak tak się upierasz to nie będę się sprzeczać. A po za tym to dla Ciebie. - podałem jej zakupiony wcześniej bukiet
- Dziękuję bardzo, są śliczne. - dostałem buziaka w podziękowaniu
- Cieszę się, że Ci się podobają.
- Do mamy dzwoniłeś?
- O cholera, zapomniałem.
- To do roboty. A ja zrobię obiad.
- Kochana jesteś.
- Ja wiem. I skromna również. - zaśmiała się
Teraz jestem pewien, że wróciła moja dawna Paula, ta którą pokochałem. Ale żeby nie było, iż przestałem ją kochać. Nic z tych rzeczy. Tylko czułem, że jest coś nie tak. A teraz atmosfera między nami jest luźna, znowu możemy pogadać o wszystkim. I moja zboczone myśli znowu się uaktywniły. Muszę się pilnować aby nie rzucić się na moją dziewczynę oraz nie zedrzeć z niej wszystkich ubrań. Wyszedłbym pewnie na strasznego zboczeńca ale tacy już są faceci, tylko dobrze się z tym kryją. A wracając do tematu, miałem dzwonić do mamy. Wyjąłem więc telefon z kieszeni i wybrałem jej numer.
- Cześć mamuś.
- Coś się stało, że dzwonisz?
- A to musi się coś dziać żeby Twój syn do Ciebie zadzwonił? - zaśmiałem się
- W sumie nie. Tak więc w jakiej sprawie dzwonisz?
- W sprawie Twoich jutrzejszych odwiedzin u nas. Pogadałem z Pauliną i doszliśmy do wniosku, że fajnie by było jakbyś poznała jej mamę oraz siostrę. A one wyjeżdżają jutro popołudniu. Co sądzisz o tym, żebym przyjechał po Ciebie o 8 abyś mogła z nimi chwilę pogadać?
- To nie jest zły pomysł. Ale nie będziesz wstawał dla mnie o 5.
- I tak wstałbym koło tej godziny, bo jutro przywożą meble do pokoju Pauli. Muszę tego dopilnować.
- Dobrze, jeżeli nie jest to dla Ciebie problemem to możesz być po mnie o 8 rano.
- To do zobaczenia jutro. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też synku, pozdrów Paulinkę.
- Dobrze mamo.
I rozłączyła się. Byłem zadowolony, że mój plan wchodzi w życie. Wyślę wszystkie Panie do jakiejś restauracji a ja w tym czasie przygotuję pokój Pauli. Mam tylko nadzieję, że będzie z niego zadowolona, bo mnie bardzo podoba się mój plan wyposażenia tego pomieszczenia.
Perspektywa Pauliny
Zabrałam się za przygotowywanie posiłku gdy mój chłopak miał zadzwonić do swojej mamy. Mam nadzieję, że zgodzi się ona na zaproponowany jej przez nas plan ponieważ chcę by obie mamy się poznały. A jest to jedna z nielicznych takich okazji. Nie wiadomo kiedy nadarzy się kolejna więc fajnie byłoby ją wykorzystać.
- I jak? Gadałeś z mamą? - spytałam się Jasia gdy pojawił się w kuchni
- Tak, zgodziła się abym przyjechał po nią o 8 rano.
- To dobrze.
- A co tam szykujesz pysznego?
- Jajko sadzone, młode ziemniaczki z koperkiem i kefir.
- Oooo, pychotka.
- Weź buzię zamknij. - szturchnęłam go w bok
- A co? Nie mam ładnych ząbków?
- Zęby masz śliczne ale rozpraszasz mnie. Chyba nie chcesz jeść przypalonego obiadu.
- No nie, a zrobisz ze mną jutro kotlety?
- Jak kupisz mięso to mogę Ci pomóc.
- No wiesz co?! Pfff
- Mordko ja nie jestem Twoją służącą tylko dziewczyną. Mogę gotować ale musisz dać coś od siebie a nie tylko wymagać żebym stawiała Ci obiad przed nosem, szczególnie jak pójdziemy do pracy.
- A to nie kobieta powinna zajmować się domem?
- A mężczyzna pracować i jak wróci do domu tu wywalać się na sofie z piwkiem w ręku?
- No bez przesady.
- To nie mów tak o roli kobiet. My też mamy prawo robić kariery.
- Zgadza się. Ale zawsze mówi się, że kobiety to wychowują dzieci, pracują w domu.
- No tak. Ale wkurza mnie uogólnianie. Najchętniej siedziałabym w domu. Lecz muszę mieć za co żyć i musimy mieć za co wybudować dom. Mam swoje oszczędności ale nie pociągnę na nich do końca życia.
- Dobrze kochanie, nie złość się na mnie.
- Ok, już się uspokajam. Nakryjesz do stołu i wyjmiesz kefir z lodówki?
- Spoko. A jak myślisz, dzwonić do Twojej mamy?
- Nie, pewnie zjedzą coś na mieście. Jak poszły na zakupy to nie przeszkadzajmy im.
- W sumie masz rację. Zjemy sobie na spokojnie razem obiad.
- Kiedy ma Florek przyjechać?
- No za jakieś dwa tygodnie. A co?
- Zastanawiam się jak to pogodzić z moimi planami wyjazdu do Krakowa na jakieś dwa tygodnie. A i muszę do kolegi napisać, że nie mogę się z nim spotkać.
- Czyli czeka nas wspólny wieczór?
- Jeżeli mama nie wróci do tej pory wraz z Olą to tak.
- To może nagramy wspólny odcinek na kanał? Co o tym myślisz?
- Fajny pomysł. Tylko muszę się przebrać.
- Spokojnie, ja idę jeszcze na chwilę na górę. - chłopak wstał od stołu
Po chwili wrócił mówiąc, że robotnicy będą jeszcze koło godziny w domu. Poszłam więc na górę przebrać się a jego poprosiłam o posprzątanie ze stołu. Ubrałam sobie jedną z moich ulubionych koszul i udałam się do pokoju do nagrywania. Pomogłam Jaśkowi w rozkładaniu lamp i tła. Później ustawił kamerę, włączył wszelkie programy i zaczęliśmy nagrywać odcinek.
Mordki moje kochane przepraszam bardzo, że rozdział nie pojawił się wczoraj ale tak jak pisałam na grupie było to niezależne ode mnie. Po 22 dopiero znalazłam czas by usiąść przed komputerem i byłam tak zmęczona, że słowa nie chciały się w zdania układać. Pewnie jak zauważyliście, na grupie pojawiło się pytanie odnośnie częstotliwości dodawania postów. Tak więc zapraszam każdego do wzięcia udziału w tej ankiecie, ponieważ to dla mnie bardzo ważne. Mam nadzieję, iż sam rozdział się Wam spodobał =D
A tak jeszcze jak się rozpisuję to muszę podziękować Wam bardzo za wszystkie wyświetlenia, komentarze i za to, że razem dobiliśmy do takiej liczny rozdziałów. Niedawno dziękowałam Wam za 50 rozdziałów, teraz mamy ich już o 10 więcej. Dla mnie to jest jakiś sen i mam nadzieję, że nie obudzę się z niego szybko ponieważ to opowiadanie stało się dla mnie bardzo ważne, a Wy - moi czytelnicy, staliście się prawie jak moja rodzina. I chcę Was również zmotywować do pisania komentarzy. Nie wymagam od Was byście się rozpisywali na 10 linijek, wystarczą mi dwa słowa. Wtedy wiem, że byliście tutaj, przeczytaliście rozdział i nawet się spodobał =) A po za tym źle się pisze jak widzi się spadającą liczbę wyświetleń i komentarzy. Nie wiem czy to ja zrobiłam coś nie tak, że te liczby spadają. Może samo ff znudziło się Wam bo nie ma tu żadnych wybuchów ani istot nie z tego świata. Ale ja właśnie w takim stylu chcę to opowiadanie prowadzić i mam nadzieję, że będę miała go dla kogo pisać.
I podsumowując mój elaborat dziękuję za to, że jesteście i liczę na dalszą "współpracę" =D
Pozdrawiam mordki <3
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Rozdział 59
Perspektywa Janka
Siedzę z Pauliną na sofie i zagaduję ją żeby nie poszła sprawdzić co się dzieje na górze.
- Czy Ty mnie w ogóle słuchasz? - spytałem się
- Przepraszam, zamyśliłam się. - Paula odparła
- Czemu? Co się stało?
- Myślę o słowach lekarza.
- Jakiego lekarza? Możesz jaśniej? - niecierpliwiłem się
- A może by tak grzeczniej? Lewą nogą wstałeś czy co?
- Mam złe myśli jak mówisz o lekarzu.
- Spokojnie, aż tak źle nie jest. Po prostu jak byłam u dziadka to on spał.Poszłam do lekarza spytać się jak z jego stanem zdrowia. Pytałam się również o to czy chemię albo radioterapię będą robić. I powiedział, iż nie bo organizm dziadka by tego nie zniósł. Choć twierdzi, że jego stan się nie pogarsza ani nie polepsza to musi być źle jeżeli już nie walczą o przedłużenie jego życia.
- Misia ale to nie tak. Wiesz, że robili wszystko co w ich mocy.
- Tak, tylko do mnie cały czas nie dociera, iż on umiera i nie zobaczy mnie w sukni ślubnej, nie powie mi, jak ślicznie wyglądam. - znowu się zamyśliła - Ale nie myśl, że zaraz się tu rozpłaczę. Nic z tego.
- Jestem z Ciebie dumny. A zrobiłaś zakupy?
- Tak, siatka jest w korytarzu. Rozpakujesz to a ja pójdę się przebrać?
- Spoko, wszystkie rzeczy masz w sypialni.
- Czemu nie u mnie?
- Przecież robotnicy są.
- A tak, zapomniałam. To za chwilę wracam.
Perspektywa Pauliny
Wstałam z sofy i udałam się pomału na górę. Bardzo kusiło mnie by zaglądnąć do mojego pokoju ale był on zamknięty od środka, szkoda. Chętnie zobaczyłam co tam się szykuje. A znając pomysłowość mojego chłopaka mogę się bardzo zdziwić. Muszę uzbroić się w cierpliwość. Gdy się przebrałam przypomniałam sobie o tym, że mamy jeszcze gości. Poszłam wiec do ich pokoju, zapukałam, weszłam ale był pusty. Zdziwiona zeszłam na dół.
- Mama i Ola gdzieś wychodziły? - spytałam
- Tak, poszły na zakupy. Bo mówiły, że za 4 dni wyjeżdżają. Czyli miną się pewnie z moją mamą bo dzwoniła dziś do mnie, że za 4 dni będzie u nas.
- To może się spotkają jednak, fajnie by było.
- Jak chcesz mogę zadzwonić do mamy, że przyjadę po nią z samego rana i pogadają sobie wtedy chwilę.
- Nawet nie taki zły pomysł. A tak zmieniają temat kiedy będę mieć gotowy pokój?
- Jak dobrze pójdzie to jutro popołudniu.
- To super, już nie mogę się doczekać.
- A pamiętasz, że jutro mamy spotkanie z architektem?
- No coś mi świta. A o której?
- Punkt 12 mamy umówione spotkanie tam gdzie zawsze.
- Czyli w tej kawiarence?
- Tak. I będzie miał już dla nas ostateczne plany domu.
- To świetnie. Trzeba będzie się go spytać czy nie zna jakieś porządnej firmy co nam to wybudują.
- No tak, żadnej fuszerki być nie może. To dom na lata.
- Zgadza się. A jak tak już jesteśmy w temacie to planuję znaleźć sobie pracę. Mam odłożone trochę na nowy dom ale nie możesz Ty sponsorować większości.
- Niby czemu?
- Bo i tak płacisz za ten dom i wszystko. Nie chcę być sponsorował mnie całe życie, źle się z tym czuję. Mamy mieszkać tam razem więc muszę mieć w to swój wkład pieniężny.
- Ale...
- Nie ma ale Janek. Inaczej nie będzie. Na nic innego się nie zgodzę.
- Dobrze, jak tak Ci na tym zależy to nie będę się sprzeczać. I muszę przyznać, że miło mi to słyszeć. Zaczynałem już myśleć, iż masz wylane na wszystkie wydatki.
- No wiesz co. Wstydź się. Ja zdaję sobie sprawę z tego ile kosztuje życie. Domu jeszcze nie budowałam. Ale żeby spełnić nasze pomysły i fanaberie potrzeba sporo kasy.
- Tu się zgadzam. Ten dom pochłonie pewnie wszystkie moje oszczędności, a trochę tego jest na koncie.
- To nie pozostaje nam nic innego tylko znaleźć sobie prace jak pozbędziemy się wszystkich gości. Bo dom sam się nie wybuduje.
- Ale mnie się nie chce. - chłopak zaczął marudzić
- A chcesz się stąd wyprowadzić?
- Tak!
- To nie pozostaje nic innego niż zarobienie na ten dom. Bo się zachciało Ci budowy jak znamy się tak krótko i nie jest jeszcze pewne czy będziemy razem do końca.
- Czy chciałaś coś przez to powiedzieć?
- Nie, nie mam zamiaru się z Tobą rozstawać na razie. Jestem bardzo szczęśliwa z Tobą. Ale różne wypadki chodzą po ludziach.
- Zgadza się lecz wierzę w to, że będzie dobrze i dożyjemy razem starości.
- Już widzę jak siedzimy w dwóch fotelach i przeglądamy nasze zdjęcia ze ślubu. - rozmarzyłam się
- Będzie super. Spędzimy ze sobą wspaniałe życie, wychowamy cudowne dzieci, będziemy podziwiać urocze wnuki.
- Ty to masz już wszystko zaplanowane. - zaśmiałam się
- A jak! Wszystko dzięki Tobie. - Jaś położył swoje ręce na moich biodrach - To przy Tobie zacząłem planować swoją przyszłość, realizować marzenia. Dajesz mi do tego siłę. To Ty jesteś moim oczkiem, o Ciebie chcę dbać, robić wszystko byś była szczęśliwa i miała powód do uśmiechu. Kocham Cię.
- Ja też Cię bardzo kocham. - dałam mu buziaka i wtuliłam się
- Moja księżniczka.
- Mój książe z bajki.
Staliśmy tak wtuleni w siebie gdy na górze rozległ się ogromny huk. Jaś kazał mi zostać na dole a sam pobiegł na górę sprawdzić co się stało. Zdenerwowana usiadłam sobie na krześle i czekałam na jakąś wiadomość.
Hejo mordki!
Pojawiam się z kolejnym rozdziałem. Nie należy on może do najdłuższych ale sami tak zadecydowaliście. Liczba komentarzy spada, na grupie coraz mniej osób się udziela. Ja rozumiem, że są wakacje ale nie wyjechaliście wszyscy w jednym terminie. Jak się coś nie podoba to możecie mi to spokojnie napisać na grupie labo tutaj a ja to przemyślę. A nie pisanie komentarzy to dla mnie znak, że coś jest nie tak. Tylko nie wiem co. I nie wiem jak mam Was zadowolić. To dla Was piszę to opowiadanie i było by mi bardzo miło przeczytać od Was komentarze. Nie muszą to być wielkie elaboraty. Wystarczy mi samo "Super rozdział.". Dla Was to chwila a dla mnie świadomość, że ktoś to czyta i mam dla kogo pisać.
A I KAŻDEGO ZAPRASZAM NA GRUPĘ. JEST TAM WAŻNY DLA MNIE I PRZYSZŁOŚCI TEGO FF POST!
Pozdrawiam mordki <3
Siedzę z Pauliną na sofie i zagaduję ją żeby nie poszła sprawdzić co się dzieje na górze.
- Czy Ty mnie w ogóle słuchasz? - spytałem się
- Przepraszam, zamyśliłam się. - Paula odparła
- Czemu? Co się stało?
- Myślę o słowach lekarza.
- Jakiego lekarza? Możesz jaśniej? - niecierpliwiłem się
- A może by tak grzeczniej? Lewą nogą wstałeś czy co?
- Mam złe myśli jak mówisz o lekarzu.
- Spokojnie, aż tak źle nie jest. Po prostu jak byłam u dziadka to on spał.Poszłam do lekarza spytać się jak z jego stanem zdrowia. Pytałam się również o to czy chemię albo radioterapię będą robić. I powiedział, iż nie bo organizm dziadka by tego nie zniósł. Choć twierdzi, że jego stan się nie pogarsza ani nie polepsza to musi być źle jeżeli już nie walczą o przedłużenie jego życia.
- Misia ale to nie tak. Wiesz, że robili wszystko co w ich mocy.
- Tak, tylko do mnie cały czas nie dociera, iż on umiera i nie zobaczy mnie w sukni ślubnej, nie powie mi, jak ślicznie wyglądam. - znowu się zamyśliła - Ale nie myśl, że zaraz się tu rozpłaczę. Nic z tego.
- Jestem z Ciebie dumny. A zrobiłaś zakupy?
- Tak, siatka jest w korytarzu. Rozpakujesz to a ja pójdę się przebrać?
- Spoko, wszystkie rzeczy masz w sypialni.
- Czemu nie u mnie?
- Przecież robotnicy są.
- A tak, zapomniałam. To za chwilę wracam.
Perspektywa Pauliny
Wstałam z sofy i udałam się pomału na górę. Bardzo kusiło mnie by zaglądnąć do mojego pokoju ale był on zamknięty od środka, szkoda. Chętnie zobaczyłam co tam się szykuje. A znając pomysłowość mojego chłopaka mogę się bardzo zdziwić. Muszę uzbroić się w cierpliwość. Gdy się przebrałam przypomniałam sobie o tym, że mamy jeszcze gości. Poszłam wiec do ich pokoju, zapukałam, weszłam ale był pusty. Zdziwiona zeszłam na dół.
- Mama i Ola gdzieś wychodziły? - spytałam
- Tak, poszły na zakupy. Bo mówiły, że za 4 dni wyjeżdżają. Czyli miną się pewnie z moją mamą bo dzwoniła dziś do mnie, że za 4 dni będzie u nas.
- To może się spotkają jednak, fajnie by było.
- Jak chcesz mogę zadzwonić do mamy, że przyjadę po nią z samego rana i pogadają sobie wtedy chwilę.
- Nawet nie taki zły pomysł. A tak zmieniają temat kiedy będę mieć gotowy pokój?
- Jak dobrze pójdzie to jutro popołudniu.
- To super, już nie mogę się doczekać.
- A pamiętasz, że jutro mamy spotkanie z architektem?
- No coś mi świta. A o której?
- Punkt 12 mamy umówione spotkanie tam gdzie zawsze.
- Czyli w tej kawiarence?
- Tak. I będzie miał już dla nas ostateczne plany domu.
- To świetnie. Trzeba będzie się go spytać czy nie zna jakieś porządnej firmy co nam to wybudują.
- No tak, żadnej fuszerki być nie może. To dom na lata.
- Zgadza się. A jak tak już jesteśmy w temacie to planuję znaleźć sobie pracę. Mam odłożone trochę na nowy dom ale nie możesz Ty sponsorować większości.
- Niby czemu?
- Bo i tak płacisz za ten dom i wszystko. Nie chcę być sponsorował mnie całe życie, źle się z tym czuję. Mamy mieszkać tam razem więc muszę mieć w to swój wkład pieniężny.
- Ale...
- Nie ma ale Janek. Inaczej nie będzie. Na nic innego się nie zgodzę.
- Dobrze, jak tak Ci na tym zależy to nie będę się sprzeczać. I muszę przyznać, że miło mi to słyszeć. Zaczynałem już myśleć, iż masz wylane na wszystkie wydatki.
- No wiesz co. Wstydź się. Ja zdaję sobie sprawę z tego ile kosztuje życie. Domu jeszcze nie budowałam. Ale żeby spełnić nasze pomysły i fanaberie potrzeba sporo kasy.
- Tu się zgadzam. Ten dom pochłonie pewnie wszystkie moje oszczędności, a trochę tego jest na koncie.
- To nie pozostaje nam nic innego tylko znaleźć sobie prace jak pozbędziemy się wszystkich gości. Bo dom sam się nie wybuduje.
- Ale mnie się nie chce. - chłopak zaczął marudzić
- A chcesz się stąd wyprowadzić?
- Tak!
- To nie pozostaje nic innego niż zarobienie na ten dom. Bo się zachciało Ci budowy jak znamy się tak krótko i nie jest jeszcze pewne czy będziemy razem do końca.
- Czy chciałaś coś przez to powiedzieć?
- Nie, nie mam zamiaru się z Tobą rozstawać na razie. Jestem bardzo szczęśliwa z Tobą. Ale różne wypadki chodzą po ludziach.
- Zgadza się lecz wierzę w to, że będzie dobrze i dożyjemy razem starości.
- Już widzę jak siedzimy w dwóch fotelach i przeglądamy nasze zdjęcia ze ślubu. - rozmarzyłam się
- Będzie super. Spędzimy ze sobą wspaniałe życie, wychowamy cudowne dzieci, będziemy podziwiać urocze wnuki.
- Ty to masz już wszystko zaplanowane. - zaśmiałam się
- A jak! Wszystko dzięki Tobie. - Jaś położył swoje ręce na moich biodrach - To przy Tobie zacząłem planować swoją przyszłość, realizować marzenia. Dajesz mi do tego siłę. To Ty jesteś moim oczkiem, o Ciebie chcę dbać, robić wszystko byś była szczęśliwa i miała powód do uśmiechu. Kocham Cię.
- Ja też Cię bardzo kocham. - dałam mu buziaka i wtuliłam się
- Moja księżniczka.
- Mój książe z bajki.
Staliśmy tak wtuleni w siebie gdy na górze rozległ się ogromny huk. Jaś kazał mi zostać na dole a sam pobiegł na górę sprawdzić co się stało. Zdenerwowana usiadłam sobie na krześle i czekałam na jakąś wiadomość.
Hejo mordki!
Pojawiam się z kolejnym rozdziałem. Nie należy on może do najdłuższych ale sami tak zadecydowaliście. Liczba komentarzy spada, na grupie coraz mniej osób się udziela. Ja rozumiem, że są wakacje ale nie wyjechaliście wszyscy w jednym terminie. Jak się coś nie podoba to możecie mi to spokojnie napisać na grupie labo tutaj a ja to przemyślę. A nie pisanie komentarzy to dla mnie znak, że coś jest nie tak. Tylko nie wiem co. I nie wiem jak mam Was zadowolić. To dla Was piszę to opowiadanie i było by mi bardzo miło przeczytać od Was komentarze. Nie muszą to być wielkie elaboraty. Wystarczy mi samo "Super rozdział.". Dla Was to chwila a dla mnie świadomość, że ktoś to czyta i mam dla kogo pisać.
A I KAŻDEGO ZAPRASZAM NA GRUPĘ. JEST TAM WAŻNY DLA MNIE I PRZYSZŁOŚCI TEGO FF POST!
Pozdrawiam mordki <3
sobota, 27 czerwca 2015
Rozdział 58
Perspektywa Pauliny
Jadę sobie tak do dziadka i próbuję zebrać myśli. Obawiam się trochę tego spotkania. Mam nadzieję, że u niego wszystko w porządku. W innym wypadku przecież lekarz by do mnie dzwonił bo go o to prosiłam. Ale może nie chciał mnie denerwować po tym jak zobaczył jak przejmuję się jego zdrowiem. Choć uczono mnie, że trzeba mieć pozytywne nastawienie to tak mi ciężko. Pewnie uspokoję się dopiero jak go zobaczę. Oczywiście jeżeli jego stan się nie pogorszył za bardzo. Matko! Te moje rozmyślania mnie kiedyś do grobu wpędzą, wykończą psychicznie.
Pół godziny później
Siedzę sobie właśnie w sali, w której leży dziadek. Właśnie śpi więc nie będę go budzić. Posiedzę chwilę, może obudzi się sam. A jak nie to trudno, przyjdę kiedy indziej. Może jeszcze do lekarza wpadnę żeby podpytać jak tam badania i czy będą robić jeszcze jakąś chemię albo radioterapię.
20 minut później
Dziadek nadal śpi więc zostawiłam mu karteczkę, że byłam i bardzo go kocham a następnie wyszłam po cichu z sali. Udałam się w kierunku gabinetu lekarza.
- Dzień dobry. Czy mogę zająć Panu chwilę? - otworzyłam drzwi i spytałam się
- Tak, zapraszam. Proszę sobie usiąść. - wskazał na krzesło naprzeciwko jego - W jakiej sprawie Pani tutaj przyszła?
- Przyszłam w sprawie mojego dziadka, który leży tutaj na oddziale.
- A tak, pamiętam.
- I jak jego stan zdrowia?
- Utrzymuje się na tym samym poziomie. Nie pogarsza się ani nie polepsza.
- To chyba dobrze. A czy planowana jest jeszcze jakaś chemio bądź radioterapia?
- Nie. To byłoby za duże obciążenie dla organizmu.
- Rozumiem. Dziękuję bardzo za wszelkie informacje.
- Do widzenia.
- Do widzenia. - opuściłam pomieszczenie
W tym samym czasie
Perspektywa Janka
Robotnicy wreszcie się zjawili. Muszę ich pilnować na każdym kroku żeby niczego nie zepsuli ani nie wynieśli. Niby polecił mi ich tata ale nie wierzę im. Wolę mieć na nich oko, wtedy wszystko będzie po mojemu.
- Na jaki kolor te ściany?
- A ile macie kolorów farb?
- No jeden.
- To co się głupio pytacie. Ściany i sufit proszę pomalować, dwie warstwy mają być.
- Się robi szefuńciu.
- Pamiętajcie, że polecił mi Was mój ojciec. I jak zrobicie coś złego to całe miasto będzie o tym wiedzieć.
- Spokojnie, nie będzie żadnej fuszerki.
- Ja mam taką nadzieję. Będę Was tu pilnować.
- Nie ma takiej potrzeby. - no co za baran, jeszcze się kłócić będzie
- Mój dom, moje zasady. I do roboty.
I wreszcie skończyli gadać a zaczęli pracować. Ta żółta farba idealnie pasuje do tego pomieszczenia. Jest taka optymistyczna. A wszystkie meble które mają przyjechać jutro będą tu idealnie pasować. Mam tylko wielką nadzieję, że Pauli ten pokój się spodoba tak jak mnie. Bo jak nie to będzie lipa. Nie będzie chciało mi się przemalowywać tego pokoju. Z samym przemeblowaniem już takiego wielkiego problemu nie będzie, meble można poprzestawiać. Szczególnie, iż to ma być jej królestwo w którym ma się wspaniale czuć. I teraz pewnie ktoś może Paulince zarzucić, że jest ze mną dla kasy. A to nie prawda. Jest ze mną bo mnie kocha, wiem to i jestem tego pewien. Tylko chcę jej dać to czego nie miała wcześniej, jak mam taką możliwość. Widzę jak każdy drobiazg ją uszczęśliwia. Właśnie, dawno nie dawałem jej żadnego kwiatka.
- Mogę Panów zostawić samych na 20 minut?
- Oczywiście, że tak.
- To dobrze. Za chwilę będę z powrotem więc nic nie kombinować.
Zostawiłem ich więc w domu wraz z mamą i siostrą Pauli. Szybkim krokiem podążałem w kierunku kwiaciarni, która była koło 8 minut drogi od domu. Zakupiłem przepiękny bukiet róż i wróciłem do domu szybko. Wstawiłem je do wazonu a następnie poszedłem sprawdzić jak tam idą prace. Wszystkie ściany były już wymalowane, został sufit. Podobało mi się to tempo pracy. Jak tak dobrze pójdzie to za trzy godziny pomalują kolejną warstwę. Do jutra wszystko przeschnie spokojnie a jak meble przyjadą będzie można je ustawić na zaplanowanych miejscach.
Godzinę później
Paulina właśnie wróciła. Robię wszystko by nie odwiedzała tamtego pokoju. To jak on będzie wyglądać to niespodzianka i nie może jej zepsuć pojawieniem się w nim i zobaczeniem koloru ścian. Bo meble to pewnie pamięta. Choć takiej pewności też nie mogę mieć. Cały czas ją zagadywałem nie zauważając jej złego humoru.
Dziś taki późny rozdział ale nie miałam czasu napisać go. I tak dobrze, że się pojawił bo już pisałam notkę, iż go nie będzie ale postarałam się i jest. Może i jest nudny ale jakoś nie idzie mi pisanie o tak późnej porze, szczególnie ze zrytym humorem. Pomimo tego mam taką małą nadzieję, że się Wam spodobał i nie będziecie marudzić za bardzo bo sama wiem, że stać mnie na więcej.
Pozdrawiam mordki <3
Jadę sobie tak do dziadka i próbuję zebrać myśli. Obawiam się trochę tego spotkania. Mam nadzieję, że u niego wszystko w porządku. W innym wypadku przecież lekarz by do mnie dzwonił bo go o to prosiłam. Ale może nie chciał mnie denerwować po tym jak zobaczył jak przejmuję się jego zdrowiem. Choć uczono mnie, że trzeba mieć pozytywne nastawienie to tak mi ciężko. Pewnie uspokoję się dopiero jak go zobaczę. Oczywiście jeżeli jego stan się nie pogorszył za bardzo. Matko! Te moje rozmyślania mnie kiedyś do grobu wpędzą, wykończą psychicznie.
Pół godziny później
Siedzę sobie właśnie w sali, w której leży dziadek. Właśnie śpi więc nie będę go budzić. Posiedzę chwilę, może obudzi się sam. A jak nie to trudno, przyjdę kiedy indziej. Może jeszcze do lekarza wpadnę żeby podpytać jak tam badania i czy będą robić jeszcze jakąś chemię albo radioterapię.
20 minut później
Dziadek nadal śpi więc zostawiłam mu karteczkę, że byłam i bardzo go kocham a następnie wyszłam po cichu z sali. Udałam się w kierunku gabinetu lekarza.
- Dzień dobry. Czy mogę zająć Panu chwilę? - otworzyłam drzwi i spytałam się
- Tak, zapraszam. Proszę sobie usiąść. - wskazał na krzesło naprzeciwko jego - W jakiej sprawie Pani tutaj przyszła?
- Przyszłam w sprawie mojego dziadka, który leży tutaj na oddziale.
- A tak, pamiętam.
- I jak jego stan zdrowia?
- Utrzymuje się na tym samym poziomie. Nie pogarsza się ani nie polepsza.
- To chyba dobrze. A czy planowana jest jeszcze jakaś chemio bądź radioterapia?
- Nie. To byłoby za duże obciążenie dla organizmu.
- Rozumiem. Dziękuję bardzo za wszelkie informacje.
- Do widzenia.
- Do widzenia. - opuściłam pomieszczenie
W tym samym czasie
Perspektywa Janka
Robotnicy wreszcie się zjawili. Muszę ich pilnować na każdym kroku żeby niczego nie zepsuli ani nie wynieśli. Niby polecił mi ich tata ale nie wierzę im. Wolę mieć na nich oko, wtedy wszystko będzie po mojemu.
- Na jaki kolor te ściany?
- A ile macie kolorów farb?
- No jeden.
- To co się głupio pytacie. Ściany i sufit proszę pomalować, dwie warstwy mają być.
- Się robi szefuńciu.
- Pamiętajcie, że polecił mi Was mój ojciec. I jak zrobicie coś złego to całe miasto będzie o tym wiedzieć.
- Spokojnie, nie będzie żadnej fuszerki.
- Ja mam taką nadzieję. Będę Was tu pilnować.
- Nie ma takiej potrzeby. - no co za baran, jeszcze się kłócić będzie
- Mój dom, moje zasady. I do roboty.
I wreszcie skończyli gadać a zaczęli pracować. Ta żółta farba idealnie pasuje do tego pomieszczenia. Jest taka optymistyczna. A wszystkie meble które mają przyjechać jutro będą tu idealnie pasować. Mam tylko wielką nadzieję, że Pauli ten pokój się spodoba tak jak mnie. Bo jak nie to będzie lipa. Nie będzie chciało mi się przemalowywać tego pokoju. Z samym przemeblowaniem już takiego wielkiego problemu nie będzie, meble można poprzestawiać. Szczególnie, iż to ma być jej królestwo w którym ma się wspaniale czuć. I teraz pewnie ktoś może Paulince zarzucić, że jest ze mną dla kasy. A to nie prawda. Jest ze mną bo mnie kocha, wiem to i jestem tego pewien. Tylko chcę jej dać to czego nie miała wcześniej, jak mam taką możliwość. Widzę jak każdy drobiazg ją uszczęśliwia. Właśnie, dawno nie dawałem jej żadnego kwiatka.
- Mogę Panów zostawić samych na 20 minut?
- Oczywiście, że tak.
- To dobrze. Za chwilę będę z powrotem więc nic nie kombinować.
Zostawiłem ich więc w domu wraz z mamą i siostrą Pauli. Szybkim krokiem podążałem w kierunku kwiaciarni, która była koło 8 minut drogi od domu. Zakupiłem przepiękny bukiet róż i wróciłem do domu szybko. Wstawiłem je do wazonu a następnie poszedłem sprawdzić jak tam idą prace. Wszystkie ściany były już wymalowane, został sufit. Podobało mi się to tempo pracy. Jak tak dobrze pójdzie to za trzy godziny pomalują kolejną warstwę. Do jutra wszystko przeschnie spokojnie a jak meble przyjadą będzie można je ustawić na zaplanowanych miejscach.
Godzinę później
Paulina właśnie wróciła. Robię wszystko by nie odwiedzała tamtego pokoju. To jak on będzie wyglądać to niespodzianka i nie może jej zepsuć pojawieniem się w nim i zobaczeniem koloru ścian. Bo meble to pewnie pamięta. Choć takiej pewności też nie mogę mieć. Cały czas ją zagadywałem nie zauważając jej złego humoru.
Dziś taki późny rozdział ale nie miałam czasu napisać go. I tak dobrze, że się pojawił bo już pisałam notkę, iż go nie będzie ale postarałam się i jest. Może i jest nudny ale jakoś nie idzie mi pisanie o tak późnej porze, szczególnie ze zrytym humorem. Pomimo tego mam taką małą nadzieję, że się Wam spodobał i nie będziecie marudzić za bardzo bo sama wiem, że stać mnie na więcej.
Pozdrawiam mordki <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)